Przemysław Pawlicki i Mirosław Jabłoński muszą zjawić się dzień później w Polsce, gdyż o 19:30 rozpocznie się ligowy mecz PGE Stali z Fogo Unią Leszno. Gdyby zdecydowali się oni na podróż busem, nie mieliby większych szans na dojechanie na czas do Rzeszowa. Zawody we Francji powinny się bowiem zakończyć około godz. 23:00. Podróż z Lamothe-Landerron - nawet w przypadku poruszania się autostradami - wynosi natomiast od 20 do 23 godzin.
[ad=rectangle]
- Trudno nazwać to inaczej, niż porozumieniem. Będziemy musieli bardzo się spieszyć, by zdążyć na niedzielny mecz w lidze. Przemka wsadzimy w samolot i wyląduje w jednym z polskich miast, prawdopodobnie w Krakowie. Bus ze sprzętem będzie musiał być natomiast wysłany dużo wcześniej w drogę z Francji do Rzeszowa. Tylko w taki sposób zdążymy na mecz ligowy - wyjaśnił ojciec zawodnika, Piotr Pawlicki senior.
Usprawiedliwieniem dla władz światowego żużla, które ustały terminarz eliminacji, jest jednak to, że 17 maja nie miało być zawodów ligowych w Polsce. Ostatecznie przeniesiono na ten termin 1. kolejkę PGE Ekstraligi. - Gdyby nie zawody ligowe, takiego problemu rzeczywiście by nie było. Nie wiem jednak po co ciągnie się zawodników na eliminacje aż do Francji, gdzie na co dzień w zasadzie nie organizuje się żadnych zawodów. Nie uśmiecha nam się jazda do Lamothe-Landerron, ale Przemkowi zależy na awansie do kolejnej rundy SEC, dlatego z tych zawodów nie zrezygnuje. Ustalając takie rzeczy, powinno się jednak brać pod uwagę dobro zawodników - podsumował ojciec Przemka Pawlickiego.
Zawodnicy wsiądą pewnie w samolot, ale mechanicy ze sprzętem do busów. Z Tampere do Wrocławia google maps pokazuje ok 20 godz Czytaj całość