Otwarcie 70. Turnieju Czterech Skoczni było w wykonaniu reprezentantów Polski fatalne. Do drugiej serii awansował jedynie Dawid Kubacki, któremu w pojedynku z Manuelem Fettnerem dopisało szczęście.
Dopiero na 41. miejscu sklasyfikowany został triumfator ostatniej edycji Kamil Stoch. Ten rywalizował z Cene Prevcem. - Wiedziałem po swoim skoku, że nie mam szans - powiedział w rozmowie z portalem skijumping.pl.
- Nie powiem, że się cieszyłem, ale może też mi ulżyło. Nie wyjaśnię tego i nie oceniajcie, że tak powiedziałem. Po prostu nie wiem, co się wydarzyło - dodał trzykrotny mistrz olimpijski.
ZOBACZ WIDEO: 17-latek stracił rękę. To, co zrobił, zszokowało cały świat
Stoch podkreślił, że musi dokonać z trenerem Michalem Doleżalem analizy. Wciąż wierzy także, że obecny problem z formą jest do rozwiązania, nie potrafi jednak wskazać, kiedy to nastąpi.
- Wychodziłem z gorszych opresji. Mamy naprawdę świetny zespół, który radził sobie w trudnych sytuacjach, ale jest to problem, który nie jest łatwy do rozwiązania i był do rozwiązania już na Garmisch. Wydaje mi się, że będę potrzebował trochę więcej czasu - wyjaśnił.
Kolejny konkurs w ramach Turnieju Czterech Skoczni odbędzie się w sobotę, 1 stycznia. Rywalizacja przeniesie się do Garmisch-Partenkirchen.
Czytaj także:
- Żona Stocha zabrała głos po nieudanym konkursie. Jej słowa mówią wiele
- Klęska Polaków w Oberstdorfie. Wymowna reakcja Adama Małysza