Powiedzieć, że wobec Mateusza Bereźnickiego (2-0, 1 KO) są duże oczekiwania, to jakby nie powiedzieć nic. To jeden z najlepszych polskich pięściarzy na ringach amatorskich w ostatnich latach, a do tego w boksie zawodowym rywalizuje w kategorii cruiser, w której nasi zawodnicy od lat odnoszą sukcesy. Jeśli dodamy do tego jego znakomite warunki fizyczne, nic dziwnego, że jedna z największych nadziei polskiego boksu już w drugiej zawodowej walce dostała szansę walki w USA.
Podczas "polskiej" gali w Newark Mateusz Bereźnicki zmierzył się z twardym Twonem Smithem (5-14, 4 KO). Choć Amerykanin miał znacznie gorsze warunki fizyczne, w ogóle nie bał się Polaka. Wystarczy powiedzieć, że od pierwszych sekund wręcz rzucił się na Bereźnickiego.
Ta ofensywa jednak nie trwała długo. Bereźnicki wykorzystał ogromne doświadczenie z ringów amatorskich i szybko uspokoił walkę. Następnie polował na kontry, które raz po raz trafiały w rywala. Od drugiej rundy zaczął już w pełni dominować.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Maria Szarapowa zachwyciła w Davos
W trzecim starciu wydawało się, że walka dobiegnie końca. Bereźnicki przeprowadził szturmowy atak, a rywal przez dłuższy czas nie odpowiadał. W porę jednak przebudził się i zaczął inteligentnie klinczować. W końcówce rundy Polak był wyraźnie zmęczony wcześniejszym atakiem i nie zdołał sfinalizować walki przed czasem.
Ostatnia runda to walka o przetrwanie Twona Smitha. Mateusz Bereźnicki wyraźnie polował na mocne ciosy, chcąc zakończyć pojedynek przed czasem. Ostatecznie się nie udało i o wyniku zadecydowali sędziowie. Ci nie mieli wątpliwości - wszyscy jednogłośnie punktowali 40:36 dla Polaka.
Z pewnością należy docenić, że Mateusz Bereźnicki wytrzymał presję, jaką było wystąpienie w Newark już w drugiej zawodowej walce. Choć zabrakło „wisienki na torcie” w postaci nokautu, momentami pokazywał, jak duże umiejętności posiada. To z pewnością dobry prognostyk na przyszłość.