Przypomnijmy, że do karambolu z udziałem Brytyjczyka doszło w siódmym wyścigu niedzielnego sparingu. Całe zdarzenie wyglądało koszmarnie. Stan żużlowca był od początku na tyle poważny, że Tai Woffinden został przetransportowany helikopterem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala w Rzeszowie. Najnowsze informacje mówią o tym, że doszło u niego do wielu złamań.
Od razu rozpoczęła się dyskusja o bezpieczeństwie. Środowisko zawodników, które jest poruszony dramatem Brytyjczyka, kolejny raz zwróciło uwagę na problem unoszących się pod band, pod które wpadają żużlowcy i w efekcie doznają poważnych obrażeń.
Żużlowcy zdążyli już nawet zawiązać pakt. W efekcie odmawiają jazdy w meczach sparingowych, bo chcą dokładnego sprawdzenia band. Z tego powodu nie doszło już do skutku spotkanie kontrolne w Rybniku, gdzie miejscowy Innpro ROW miał mierzyć się z Fogo Unią Leszno. Z udziału w tym meczu zrezygnowali goście. Poza tym Moonfin Malesa Ostrów oznajmiła, że nie pojedzie na sparing do Grudziądza.
ZOBACZ WIDEO: Michelsen spędził dwa lata we Włókniarzu. Odpowiada wyraźnie, czy żałuje tej decyzji
- Też jestem poruszony tym, co stało się z Taiem Woffindenem, ale przyznam szczerze, że nie rozumiem, o co chodzi zawodnikom, którzy zawiązali jakiś pakt i odmawiają jazdy w sparingach. Nie za bardzo wiem, jakie oni mają teraz oczekiwania - mówi nam Remigiusz Substyk.
Były sędzia żużlowy nie ma najlepszych relacji z władzami polskiego żużla, ale w tym przypadku uważa, że to zachowanie żużlowców jest niezrozumiałe. - Nie ma możliwości rozwiązania problemu unoszących się dmuchanych band do startu sezonu. Do inauguracji ligi został niewiele ponad tydzień. Praca nad takim projektem to wiele miesięcy, a później trzeba jeszcze uzyskać homologację. To może potrwać nawet rok. Jeśli żużlowcy uważają, że obecnie jest zbyt niebezpiecznie, to wychodzi na to, że trzeba odwołać sezon żużlowy i w najbliższych miesiącach rozpocząć pracę nad bandami - przyznaje Substyk.
- Rozumiem, że zawodnicy chcą dokładnego sprawdzenia, jak są mocowane dmuchane bandy. Wszystkie tory w Polsce rzeczywiście miały licencję ważną do 31 marca. Na niektórych z nich nie doszło do weryfikacji, kiedy były już rozgrywane mecze kontrolne, ale przecież mówimy już o sparingach, a nie treningach punktowanych. Pojawia się na nich sędzia, którego obowiązkiem jest sprawdzić, czy banda jest zamontowana zgodnie z regulaminem. Jeśli jest, to nie ma powodów do odmowy startu. Żużlowcy mogą zatem jedynie oczekiwać, by sędzia czy komisarz wszystko dokładniej sprawdzali. Chcę zaznaczyć, że ja również popieram dyskusję o bezpieczeństwie, szukanie nowych rozwiązań, ale na pewno nie tędy droga - stwierdził Substyk.
Niektórzy twierdzą, że gotowe rozwiązanie już istnieje. W 2015 roku podczas seminarium z sędziami miał je przedstawić inżynier Tomasz Muszalski, który w wywiadzie z Marcinem Musiałem mówił, że zostało ono bardzo pozytywnie przyjęte między innymi przez Tomasza Golloba, ale od początku negował je szef sędziów Leszek Demski.
- Mówienie o tym, że mamy gotowe rozwiązanie, którego władza nie chcę wprowadzić, jest bzdurą. Byłem obecny na tym seminarium i zupełnie inaczej zapamiętałem jego przebieg - zaznacza były sędzia.
- Na razie mówimy o projekcie, co do którego od razu pojawiło się wiele zastrzeżeń. Tomasz Gollob oczywiście z uwagą i zainteresowaniem przysłuchiwał się tym propozycjom, ale pod koniec tego spotkania sam miał wiele wątpliwości. Główna dotyczyła osłony bandy, która miała być cały czas naprężona. Powstała obawa, że zawodnicy będą w nią uderzać i się od niej odbijać, co byłoby jeszcze bardziej niebezpieczne. Drugi zarzut był związany z wykonaniem tego rozwiązania. Wszystko musiałoby zostać osadzone głębiej w torze, który jest na bieżąco konserwowany. W momencie uszkodzenia tego elementu trzeba by coś zrobić, a zapewniam, że to nie działa tak, że weźmiemy łopatę, wykopiemy, naprawimy, zasypiemy i zaczniemy znowu jeździć - podkreślił były arbiter.
Substyk zaznacza jednak, że należy kontynuować dyskusję o dmuchanych bandach i szukać rozwiązań. - Ten pomysł został odłożony na bok i później nie działo się nic. Z pewnością należy jednak szukać rozwiązań, przeprowadzać testy i wspierać wszystkie osoby, którzy mają ochotę zmienić coś na lepsze. Może w końcu znajdziemy rozwiązanie, ale nie opowiadajmy, że na dziś ono istnieje i ktoś nie chce go wprowadzić. Poza tym w tym przypadku inicjatywę powinny wykazywać także władze światowego żużla, a ja nie widziałem żadnego wpisu Armando Castagni, który wyraziłby poruszenie sytuacją Taia Woffindena i zapowiedział pochylenie się nad problemem - podsumował Substyk.