Walka o zdrowie czy pieniądze? Bunt zawodników nie wszystkim się podoba

Materiały prasowe / Jakub Malec / Na zdjęciu: Tai Woffinden i stadion w Krośnie po jego wypadku
Materiały prasowe / Jakub Malec / Na zdjęciu: Tai Woffinden i stadion w Krośnie po jego wypadku

Wypadek Taia Woffindena w Krośnie sprawił, że część środowiska żużlowego zaproponowała rezygnację z meczów sparingowych. Wszystko w trosce o bezpieczeństwo. Kij ma jednak dwa końce i jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Chociaż sezon ligowy w Polsce jeszcze się nie rozpoczął, to wypadek Taia Woffindena podczas meczu sparingowego w Krośnie wywołał gorącą debatę w środowisku żużlowym. Wszystko przez skalę obrażeń u trzykrotnego mistrza świata. Brytyjczyk doznał otwartego złamania kości udowej, skomplikowanego złamania łokcia i uszkodzenia wielu żeber. Od niedzieli utrzymywany jest w śpiączce farmakologicznej.

Koniec ze sparingami?

Podczas gdy lekarze szykowali się do wielogodzinnej operacji mistrza świata, głos zabrał Matej Zagar. Zawodnik Autona Unii Tarnów stwierdził w mediach społecznościowych, że od zawsze był przeciwny meczom sparingowym. Nazwał je "bezsensownymi". "Mam nadzieję, że zawodnicy powiedzą, aby to pier***ć" - napisał w mocnym wpisie.
 
ZOBACZ WIDEO: Mrozek ostro odpowiada Komarnickiemu. "Zlepek powalczy"

W podobnym tonie wypowiedział się Mark Lemon. Były reprezentant Australii, a obecnie menedżer Belle Vue Aces ocenił sparingi jako "niepotrzebne" i zwrócił uwagę na to, że w żużlu "gra jest bardzo ryzykowna".
 
Tyle że sprawa ma drugie dno. O ile w PGE Ekstralidze najlepsi zawodnicy zarabiają ponad 10 tys. zł za punkt i za jedno spotkanie mogą zgarnąć nawet ok. 150 tys. zł, o tyle w sparingach jadą za darmo. - Sądzę, że zawodnicy mają tylko jeden kłopot ze sparingami. Chodzi o to, że jeździ się w nich za darmo, a mistrzowie tego nie lubią - diagnozuje problem w rozmowie z nami Marek Cieślak, były trener reprezentacji Polski.
 
Z utytułowanym szkoleniowcem w pełni zgadza się Jan Krzystyniak. - Zagar od lat ma opinię zawodnika, który jeździ wszędzie, gdzie tylko się da, o ile za to płacą. Jakby dostawał pieniądze za sparingi, to od razu pojawiłby się na torze. Proszę też pamiętać, że zawodnicy dostają olbrzymie środki na przygotowanie do sezonu, więc to nie jest tak do końca, że sparingi jadą za darmo - mówi były żużlowiec i trener w rozmowie z WP SportoweFakty.
 
Krzystyniak zgadza się też z Cieślakiem w aspekcie tego, że brak sparingów paradoksalnie zwiększyłby niebezpieczeństwo na torach. - Ja w swoich czasach nie wyjechałbym na tor bez kilku meczów kontrolnych na koncie. Przecież każdy musi się rozjeździć. Woffinden przeżył dramat, ale to nie bandy czy tory są problemem, ale nierozjeżdżeni zawodnicy. Zwłaszcza młodzi - dodaje były trener m.in. Unii Leszno i Włókniarza Częstochowa.
 
Podobnie sprawę widzi Krzysztof Mrozek. Prezes Innpro ROW-u Rybnik wściekł się we wtorek, gdy zawodnicy z Leszna odmówili jazdy w sparingu ze względu na rzekomo źle zamontowane bandy. Jego klub poniósł koszty organizacji zawodów, a kibice niepotrzebnie stracili czas na stadionie. - Apeluję do zawodników, by nie robili z tego sportu cyrku. Myślę też, że być może nie mielibyśmy problemu, gdyby żużlowcom, którzy się we wtorek zbuntowali, zaproponować jakąś zapłatę za sparing. Może wtedy by pojechali? - mówi Mrozek.

Bunt po wypadku w Krośnie

Wypadek w Krośnie wywołał bunt w środowisku żużlowców, którzy zaczęli domagać się tego, by większą uwagę zwracano na kwestię bezpieczeństwa. We wtorek nie doszedł do skutku sparing w Rybniku, a ze względu na ryzyko związane z "dmuchawcami" w kolejnym dniu nie rozegrano meczu towarzyskiego w Grudziądzu.
 
- Złe rzeczy się dzieją. Jestem ciekaw, czy zawodnicy podobnie będą się zachowywać w meczach ligowych. W Rybniku tor został odebrany przez sędziego, chwilę wcześniej uzyskał też licencję na ten sezon. Czy grozi nam storpedowanie rozgrywek ligowych, jeśli zawodnicy będą kwestionować np. montaż band? - zastanawia się Krzystyniak.
 
Szanse na to, że dojdzie do buntu przed spotkaniami PGE Ekstraligi, są niewielkie. Przede wszystkim z powodu pieniędzy. Na torze "leży" spora ilość gotówki, a na dodatek zarządca rozgrywek ma prawo ukarać żużlowców za wszelkie przejawy strajku. Przekonali się o tym przed rokiem zawodnicy klubów z Gorzowa Wielkopolskiego i Grudziądza, którzy odmówili jazdy na wymagającym torze. Skończyło się skandalem, obustronnym walkowerem i grzywnami finansowymi.
 
- Jedno mnie tylko zastanawia. Czemu ten bunt jest teraz? W bardzo podobny sposób połamał się Patrick Hansen w 2023 roku i wtedy nikt nie zwracał uwagi na montaż band na polskich torach. Czy może zawodnicy siedzieli cicho, bo chodziło o mniej znanego zawodnika? - pyta Krzystyniak.

Puchar Polski zamiast sparingów?

W środowisku niektórzy zaczęli proponować inne rozwiązanie. Odejście od sparingów i zorganizowanie przedsezonowych turniejów, na przykład Pucharu Polski, który zagwarantowałby jazdę "o coś". Można to porównać do rozwiązania, które zastosowała UEFA w piłce nożnej. W futbolu zrezygnowano z meczów towarzyskich na rzecz Ligi Narodów, co zresztą do teraz budzi szereg kontrowersji.
 
Przedsezonowy turniej mógłby być transmitowany przez telewizję i zyskać oprawę sponsorską, dzięki której zawodnicy mogliby zarobić w takich imprezach nieco pieniędzy. Jednak i to rozwiązanie nie jest idealne.
  
- Do czego my zmierzamy? Sparingi są w żużlu od zawsze i muszą być. Jak zrobimy Puchar Polski albo coś na jego kształt, to pojawi się presja. Czym to się będzie różnić od meczu ligowego? Każdy zawodnik będzie chciał pojechać jak najlepiej, bo będzie jakiś pieniądz do zarobienia. Już teraz żużlowcy mówią, że sparingi są praktycznie jak spotkania ligowe, bo walczą o skład - zauważa Krzystyniak.
 
Swoją propozycję przedstawił też Piotr Pawlicki, który w czwartek będzie gościem WP SportoweFakty w Magazynie PGE Ekstraligi. Zawodnik Krono-Plast Włókniarza Częstochowa stwierdził, że "nie byłoby problemu, gdyby w meczach kontrolnych występowali ci, którzy tego chcą". - One nie powinny być jednak obowiązkowe, nie powinniśmy być karani, jeśli nie chcemy pojechać w jakimś w sparingu - mówi Pawlicki.
 
Marek Cieślak twierdzi z kolei, że sparingi to "forma przygotowań" i "nie wszyscy zawodnicy są od razu na 100 proc. gotowi do jazdy". Podobne zdanie ma Jan Krzystyniak. - W innych dyscyplinach też są mecze towarzyskie. Piłkarze łamią nogi na treningach. Żużlowcy potrafią mieć upadki na treningach i łapią na nich kontuzje, więc może treningów też zabronimy? - pyta retorycznie nasz rozmówca.

Łukasz Kuczera, dziennikarz WP SportoweFakty

Komentarze (20)
avatar
Möchomorek
8 h temu
Zgłoś do moderacji
1
0
Odpowiedz
A właściwie to kto jest dla kogo, czy kibice dla zawodników, czy zawodnicy dla kibiców? Czy żużlowcy robią łachę, że pojawiają się na torze? 
avatar
STAL GORZ
9 h temu
Zgłoś do moderacji
1
0
Odpowiedz
Najlepiej brać kasę i nic nie robić potem przez pół sezonu nic nie jechać i zganiać że jest się nie rozjeżdżomym bo nie było startów a najlepiej jakby jeszcze kluby zaczeły płacic od wyjazdu na Czytaj całość
avatar
Malpka w ZOO
10 h temu
Zgłoś do moderacji
1
0
Odpowiedz
Przeciez dostaja na przygotowanie do sezonu wiec w czym problem? Sparing to trening i testy spretu. To trenowac tez nie chca? 
avatar
Möchomorek
12 h temu
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
I kto to mówi? Zawodnicy, byli zawodnicy, dziennikarze i eksperci mówią o bezpieczeństwie na polskich torach? Normalnie szok, pojedźmy do GB, gdzie do dziś są bandy ze słomy. Jakoś ani kołodzie Czytaj całość
avatar
kedzior
12 h temu
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Memoriał w Częstochowie czy kryterium w Bydgoszczy to były zawody żużlowe czy gra komputerowa? 
Zgłoś nielegalne treści