Niespodziewany zwrot. A tak wojował z milionerem z Łodzi

WP SportoweFakty / Na zdjęciu: Marcin Gortat
WP SportoweFakty / Na zdjęciu: Marcin Gortat

Nie rozmawiali przez wiele lat. Marcin Gortat zapowiadał, że już nigdy nie usiądzie w loży z Witoldem Skrzydlewskim. Okazuje się, że ich konflikt jednak został zażegnany - Naprawiliśmy nasze relacje. - mówi była gwiazda NBA.

W Łodzi jego nazwisko znają wszyscy. Witold Skrzydlewski zbudował potężną firmę. Biznesmen może pochwalić się ponad 40 kwiaciarniami w wojewódzkim łódzkim, a do tego dochodzą zakłady pogrzebowe i krematoria. Po katastrofie smoleńskiej jego chrysler z kryształową podłogą wiózł na Wawel trumnę z ciałem Marii Kaczyńskiej. Od wielu lat Skrzydlewski - nazywany królem polskiego nekrobiznesu - jest także właścicielem klubu żużlowego Orzeł.

W sezonie 2020 na meczach żużlowych w Łodzi dość niespodziewanie zaczął pojawiać się Marcin Gortat. Były koszykarz szybko zakochał się w czarnym sporcie. Jego pasja do tej dyscypliny trwa do dziś.

Pokłócili się o zawodnika. "Zrobił mu wielką krzywdę"

Gortatowi szczególnie zaimponowała wtedy jazda Rohan Tungate'a, który był gwiazdą Orła. Australijczyk jechał jeden z najlepszych sezonów w swojej karierze.

Były koszykarz nawiązał z nim kontakt i rozpoczął współpracę. Niektórzy nazywali go nawet jego menedżerem, choć sam zainteresowany zaprzeczał, że pełni taką funkcję. Jak się później okazało, zaangażowanie Gortata w rozwój kariery Tungate'a stało się przyczyną głośnego konfliktu ze Skrzydlewskim. W pewnym momencie biznesmen stwierdził, że 41-latek namieszał zawodnikowi w głowie, co przyczyniło się do odejścia Australijczyka do Unii Tarnów. Z perspektywy czasu można jednak powiedzieć, że kariera Tungate'a nabrała rozpędu, bo teraz będzie ścigał się w najwyższej klasie rozgrywkowej, do której awansował z ROW-em Rybnik.

ZOBACZ WIDEO: Nie ma żadnych wątpliwości. To są najlepsi żużlowi eksperci

- Uważam, że pan Tungate jeździłby nadal w Orle, gdyby u jego boku w pewnym momencie nie pojawił się pan Gortat - mówił nam Skrzydlewski. - Jest łodzianinem i mam do niego szacunek, ale uważam, że w tej całej historii zależało mu na tym, żeby się pokazać, bo jest twarzą eWinnera, czyli sponsora pierwszej ligi. Myślę, że wykonywał swoje obowiązki, ale przy okazji twierdzę, że tym postępowaniem zrobił wielką krzywdę zawodnikowi - dodawał prezes Orła.

Dodajmy, że Gortat też nie pozostał dłużny Skrzydlewskiemu. W rozmowie z naszym serwisem zapewniał, że nie chce mieć już z nim nic wspólnego. - Nie usiądę już z panem Witoldem Skrzydlewskim w jednej loży. To akurat się nie wydarzy. Na sto procent – podkreślał Gortat.

Koniec głośnego konfliktu. "Pan Witold zadzwonił"

Konflikt Skrzydlewskiego i Gortata trwał latami i nic nie wskazywało na to, że zostanie zażegnany. Były koszykarz zdradził jednak, że ich relacje zostały naprawione.

- Siedzieliśmy razem na balu charytatywnym. Ten konflikt to już przeszłość. Pan Witold jest bardzo honorowym i charakternym człowiekiem. W jego głowie jest też nutka wariactwa, ale biznesmen, który pakuje takie pieniądze w żużel i ma takie, a nie inne wyniki, czasami ma prawo od tego zwariować. Kiedy w ubiegłym roku Orzeł Łódź był na sprzedaż, to powiedziałem w jednym z wywiadów, że pan Witold jest, jaki jest, ale nie zasłużył na takie pożegnanie i podziękowanie ze strony kibiców. Tak nie powinno się traktować się osoby, która zrobiła tyle dla żużla. Później zadzwonił telefon od pana Skrzydlewskiego. Porozmawialiśmy przez 15, 20 minut. Nasze relacje zostały naprawione. Jesteśmy w kontakcie - przyznał Gortat.

Dodajmy, że łódzki żużel przeżywał ostatnio bardzo trudne chwile. Od powstania w mieście nowoczesnego stadionu obiekt świecił pustkami. To i rosnące koszty funkcjonowania drużyny skłoniły Witolda Skrzydlewskiego, by powiedzieć pas. W ubiegłym roku klub został wystawiony na sprzedaż za symboliczną złotówkę, a biznesmen popadł w konflikt z kibicami. Był do tego stopnia zrezygnowany, że mówił nawet: oddam ten klub choćby bezdomnemu.

Kiedy wydawało się, że Orzeł zostanie zlikwidowany, a żużel w Łodzi upadnie, w listopadzie ubiegłego roku Skrzydlewski niespodziewanie zmienił zdanie i zdecydował się na kolejną inwestycję w czarny sport. W klubie pojawili się nowi ludzie, którzy chcą postawić go na nogi i sprawić, by w niedługim czasie drużyna startowała w żużlowej PGE Ekstralidze.

Jarosław Galewski, WP SportoweFakty

Komentarze (34)
avatar
tochu
10 h temu
Zgłoś do moderacji
5
0
Odpowiedz
Gortat jest zakochany w sobie samym ze wzajemnością.
Jednak tego jakoś inni nie podzielają. 
avatar
To Kl
13 h temu
Zgłoś do moderacji
4
0
Odpowiedz
Słaby z niego typek. 
avatar
Yollo
14 h temu
Zgłoś do moderacji
7
0
Odpowiedz
Świat już nigdy nie będzie taki sam! Drama tysiąclecia zażegnana! Redakcjo SF otrząśnijcie się, to jest rzekomo portal sportowy a nie jakiś Pudelek i konto X Gortata!!! 
avatar
Mateusz Za
15 h temu
Zgłoś do moderacji
5
0
Odpowiedz
Marcin i jego mądrości. Co wiem to powiem. 
avatar
Darek Niemyjski
17 h temu
Zgłoś do moderacji
5
0
Odpowiedz
Gortat to gwiazdom NBA torby nosił 
Zgłoś nielegalne treści