Jak udało nam się ustalić, zawodnik stracił cierpliwość do władz Autona Unii Tarnów i w ostatnich dniach złożył wniosek o rozwiązanie kontraktu. Zgodnie z nowym regulaminem, zawodnik ma prawo zdecydować się na taki ruch już po 21 dniach opóźnienia w płatności faktury.
Na początku marca informowaliśmy, że Unia nie zapłaciła zawodnikom choćby pierwszej raty za przygotowanie do sezonu. Do zaległości przyznały się także władze klubu.
ZOBACZ WIDEO: Magazyn PGE Ekstraligi. Goście: Mrozek, Woffinden i Tungate
Informację o złożeniu wniosku przez Timo Lahtiego potwierdzili nam przedstawiciele PGE Ekstraligi. - Mogę jedynie powiedzieć, że wniosek jest na etapie formalnym i czeka na dopełnienie wszystkich obowiązków. Dopiero potem będzie rozpatrywany - przyznał nam wiceprezes PGE Ekstraligi, Ryszard Kowalski.
Jeśli zawodnik wpłaci kaucję i dopełni wszystkich formalności, to sprawą w drugiej kolejności zajmie się Komisja Orzekająca Ligi. Warto jednak zaznaczyć, że nawet w takiej sytuacji rozwiązanie kontraktu nie jest automatyczną procedurą. Przedstawiciele KOL zbadają bowiem, czy faktycznie doszło do opóźnień w płatnościach, ale mogą także odmówić rozwiązania kontraktu, gdyby klub w czasie trwania postępowania wypłacił zawodnikowi wszystkie zaległości.
- W tamtym roku Timo też tak zrobił. Przeciągający się remont i tak naprawdę niewiadoma ze stadionem daje mu możliwość myślenia, że sytuacja może być taka, jak w ubiegłym roku. Ja go rozumiem, bo nikt nie chciałby jeszcze raz przerabiać tego wszystkiego, co wspólnie przeszliśmy rok temu. Chodzi mu tylko o niewypłaconą w terminie transzę, ale mogę zapewnić, że jutro będzie ją miał zaksięgowaną na swoim koncie - tłumaczy prezes Autona Unii Tarnów, Kamil Góral.
Na razie trudno przesądzać, że Lahti już niedługo opuści klub z Tarnowa i znów będzie wolnym zawodnikiem. Już samo złożenie wniosku pokazuje jednak, że atmosfera wokół Unii wciąż jest kiepska, a zawodnicy tracą nie tylko cierpliwość, ale przede wszystkim zaufanie do władz klubu. W ostatnich latach na wniosek o rozwiązanie umowy nie zdecydował się żaden z żużlowców z dwóch czołowych lig. Przed sezonem skrócono jednak termin z 60 do 21 dni opóźnień, więc teraz podobnych sytuacji możemy spodziewać się nieco więcej.
Z naszych informacji wynika, że przedstawiciele klubu robią co mogą, by uniknąć kompromitacji i obiecywali zawodnikom, że przelewy na większe kwoty trafią do nich już w środę. Czas pokaże, czy za słowami poszły czyny.
- Jest mi bardzo trudno znaleźć środki na drużynę, gdy tak naprawdę dopiero w połowie marca ruszył remont stadionu, a wcześniej nikt nie wiedział, jak zachowa się miasto. Na całe szczęście środki dołożono, a teraz moja w tym głowa, by podpisywać umowy ze sponsorami. Trudno w takich warunkach w kilka miesięcy dojść do profesjonalizmu ekstraligowych klubów, ale choćbym miał nocami siedzieć na stadionie, to zrobię wszystko, by było tu dobrze. Kibice w Tarnowie zasługują na żużel na wysokim poziomie, a teraz w końcu doceniło nas także miasto. Małymi krokami idziemy w dobrą stronę - tłumaczy Góral.
Problemy z płatnościami to nie jedyny problem Autona Unii Tarnów u progu sezonu. Niedawno władze klubu pochwaliły się tym, że właśnie rozpoczęły prace związane z budową odwodnienia liniowego. Zawodnicy nie mogą trenować na domowym torze, a wiele wskazuje na to, że przełożone zostanie także ich pierwsze domowe starcie z Moonfin Malesą Ostrów. Warto dodać, że problemy klubu ciągną się od poprzedniego sezonu, a klub praktycznie w ostatnim momencie spłacił milion złotych długu, dzięki czemu został dopuszczony do rozgrywek Metalkas 2. Ekstraligi.
Niedawno dostał pierwsze poważne ostrzeżenie od władz ligi, a opóźnienia w przeprowadzeniu audytu już w marcu mogły się skończyć wyrzuceniem z ligi.
Oby były to już ostatnie problemy tarnowskiego żużla, a sytuacja wkrótce się ustabilizowała.