"Jestem wściekły". Menedżer o bezpieczeństwie na polskich torach

Materiały prasowe / Na zdjęciu: Tai Woffinden i stadion w Krośnie po jego wypadku
Materiały prasowe / Na zdjęciu: Tai Woffinden i stadion w Krośnie po jego wypadku

Wypadek Taia Woffindena wywołał debatę na szeroką skalę w temacie bezpieczeństwa na żużlowych torach. Głos w tej sprawie zabrał Morgan Andersson, menedżer zespołu z Vastervik.

Nie milkną echa fatalnego wypadku Taia Woffindena podczas sparingu w Krośnie. Były mistrz globu doznał poważnych obrażeń, a o wydarzeniach na obiekcie przy ulicy Legionów pisał cały świat. Głos w tej sprawie zabrali także sami zawodnicy, którzy zawiązali pakt, by dbać o własne zdrowie i bezpieczeństwo (więcej o tym TUTAJ).

To właśnie z tego powodu odwołano dwa sparingi - w Lesznie oraz w Grudziądzu. O problemach dotyczących band wypowiedział się także Morgan Andersson, były selekcjoner reprezentacji Szwecji, a obecnie menedżer Vastervik Speedway.

ZOBACZ WIDEO: Nie ma żadnych wątpliwości. To są najlepsi żużlowi eksperci

- W Szwecji za dmuchaną bandą znajduje się elastyczne ogrodzenie z siatki. W Polsce natomiast montuje się sztywne, drewniane ogrodzenia. Jeśli na przykład motocykl uderzy pierwszy i uniesie dmuchaną bandę, zawodnik jadący za nim z prędkością 90 kilometrów na godzinę wpadnie nogami naprzód prosto na to drewniane ogrodzenie, które jest niemal tak twarde jak betonowa ściana. Nic dziwnego, że zawodnicy doznają poważnych obrażeń - dokładnie tak, jak Jarosław Hampel, który dziesięć lat temu złamał kość udową. I nie był jedyny - mówi Morgan Andersson w rozmowie z VT.se.

Doświadczony Szwed nie ukrywa, że brak postępu w sprawie bezpieczeństwa na polskich torach wywołuje u niego frustrację. - Jestem wściekły - dodaje.

U Woffindena wskutek poważnego wypadku doszło m.in. do otwartego złamania kości udowej, skomplikowanego złamania łokcia i uszkodzenia kręgów szyjnych. - Jeśli chodzi o bandy, Polska jest daleko w tyle za Szwecją. Jedyna zmiana, jaką wprowadzono po tym, jak Darcy Ward został sparaliżowany po uderzeniu w bandę za ostatnim dmuchanym elementem bandy, to zamontowanie elastycznego ogrodzenia - ale ono również jest zbyt twarde - komentuje.

- Lepiej byłoby zastosować rozwiązanie, jakie mamy w Szwecji, gdzie na prostych montuje się płyty ze sklejki. W razie uderzenia istnieje większa szansa, że płyta się ugnie, zamiast powodować poważne obrażenia - przyznaje.

Anderson zauważa, że w całej Szwecji tory są znacznie bezpieczniejsze, a pamiętać trzeba, że tam często zawody rozgrywane są również po intensywnych opadach deszczu. I faktycznie - rzadko miewamy informacje o poważnych upadkach oraz urazach żużlowców.

Komentarze (6)
avatar
Sarkastyczny
11 h temu
Zgłoś do moderacji
1
1
Odpowiedz
Zwłaszcza Cegielski mógłby powiedzieć jak cudownie jest w Szwecji. Przez te supertory szwedzkie do dziś jeździ na wózku. 
avatar
Malpka w ZOO
12 h temu
Zgłoś do moderacji
3
0
Odpowiedz
Bylem na meczach Szwedzkiej ligi. Bezpieczeństwo na tych torach to nigdy nie goscilo. Jedyny plus to fakt, ze tam sa tory krotsze to i predkosc mniejsza. Reszta to jest tragedia! 
avatar
Möchomorek
14 h temu
Zgłoś do moderacji
9
2
Odpowiedz
I kto to mówi? Zawodnicy, byli zawodnicy, dziennikarze i eksperci mówią o bezpieczeństwie na polskich torach? Normalnie szok, pojedźmy do GB, gdzie do dziś są bandy ze słomy. Jakoś ani kołodzie Czytaj całość
avatar
Edybyk 19
15 h temu
Zgłoś do moderacji
9
0
Odpowiedz
W Szwecji jeżdżą za czapkę gruszek tam są tory krotrze mniejsze prędkości ,proste są tak krótkie że zawodnik na prostym motocyklu jedzie przez sekundę ,,nie ma co porównywać Szwecji do Polski 
avatar
rago72
17 h temu
Zgłoś do moderacji
15
8
Odpowiedz
Ktoś w końcu zaczyna mówić czym jest najśmieszniejsza liga żużlowa na świecie i jacy ignoranci zarządzają polskim żużlem!!! 
Zgłoś nielegalne treści