Choć nikt z przedstawicieli Fogo Unia Leszno nie chce wypowiadać się oficjalnie, to wiadomo, że zaplanowany na wtorek sparing w Rybniku nie dojdzie do skutku. Goście pojawili się na sparingu w komplecie, ale przed wyjazdem na tor podjęli decyzję, że nie zamierzają rywalizować w takich warunkach.
Powodem odmowy sparingu miała być rzekomo niepoprawnie wkopana w tor dmuchana banda. Wszystko wskazuje na to, że leszczynianie mając świeżo w pamięci wypadek Woffindena, dopatrzyli się nieprawidłowości w sposobie przygotowania toru przez sztab Innpro ROW-u Rybnik.
ZOBACZ WIDEO: Michelsen spędził dwa lata we Włókniarzu. Odpowiada wyraźnie, czy żałuje tej decyzji
Przypomnijmy, że zgodnie z zaleceniami GKSŻ, dmuchana banda powinna być wkopana wgłąb toru przynajmniej 10 centymetrów, a dolna jej część, tzw. fartuch, powinien być staranie zakopany w ziemi. Można się domyślać, że właśnie o te elementy pretensje mieli przedstawiciele Fogo Unii Leszno.
Po dłuższej dyskusji, goście nie zgodzili się na przeprowadzenie sparingu i nawet nie wyjechali na tor. Zamiast tego spakowali sprzęt i wyjechali z Rybnika. Próbowaliśmy skontaktować się z przedstawicielami klubu, ale nikt nie chciał odpowiedzieć na nasze pytania. Sytuację potwierdził jednak rzecznik klubu Rafał Dobrowolski.
Komentować sprawy nie chce także trener Innpro ROW Rybnik, Piotr Żyto, ale można się domyślać, że ma zupełnie inne zdanie na ten temat. Zespół ROW został na stadionie i trenuje w pełnym składzie.
Wtorkowa awantura w Rybniku, to być może dopiero początek jeszcze ostrzejszej debaty w środowisku żużlowym na temat poprawy bezpieczeństwa. Zawodnicy zaczynają się tego coraz mocniej domagać, co widać było właśnie we wtorek. Sytuacja może być trudna do rozwiązania, bo w trakcie sezonu jest praktycznie niemożliwe, by udało się znaleźć dużo lepsze rozwiązanie, niż to stosowane do tej pory. W poniedziałek na naszych łamach, przedstawiciel GKSŻ Leszek Demski zapewniał, że sędziowie zostali poinstruowani, co do sposobu weryfikowania montażu band i uczuleni, by przywiązywać do tego dużą uwagę. To jednak jedyna rzecz, którą można obecnie zrobić, by zmniejszyć ryzyko podobnych urazów, jak ten Woffindena.
Jeśli za przykładem Unii Leszno pójdą pozostałe drużyny, to ten sezon przygotowawczy może zostać storpedowany, a zawodnicy mogą blokować kolejne sparingi.
Teraz każdy u każdego będzie się czepiał wszystkiego a to tylko niepotrzebnie wydłuży czas całego spotkania kosztem nas wszystkich.