Bo jeżeli wychodzisz na prowadzenie już w 5. minucie, to trudno powiedzieć, by źle weszło się w mecz.
Cole Palmer kopnął w kierunku bramki z bardzo ostrego kąta. Nie miało szans nic z tego być, ale Bart Verbruggen interweniował tak nieudolnie, że wbił sobie piłkę do bramki.
Wydawało się, że Brighton mentalnie jest kilka metrów pod ziemią, zwłaszcza mając w pamięci ostatnie ligowe spotkanie z Nottingham Forest, które zakończyło się przegraną aż 0:7.
Reakcja gospodarzy była jednak najlepsza z możliwych. Nie było spuszczonych głów, tylko pozytywne nastawienie i próba odwrócenia losów rywalizacji. Wyrównanie nadeszło bardzo szybko, bo już po siedmiu minutach, gdy Georginio Rutter zgubił krycie w polu karnym i popisał się idealnym strzałem głową przy dalszym słupku.
W drugiej połowie Brighton zadało kolejny i - jak się okazało - decydujący cios. Chelsea nie potrafiła wybić piłki z własnego pola karnego, Rutter zagrał w tempo, Kaoru Mitoma efektownie opanował piłkę i strzelił nie do obrony, dzięki czemu to Brighton gra dalej w Pucharze Anglii.
A za sześć dni... rewanż. Również na AMEX Stadium, ale już w Premier League.
Brighton and Hove Albion - Chelsea FC 2:1 (1:1)
0:1 Bart Verbruggen (s.) 5'
1:1 Georginio Rutter 12'
2:1 Kaoru Mitoma 57'
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: FC Barcelona pokazała, jak trenuje Wojciech Szczęsny