Trzy operacje. Nowe informacje o stanie mistrza świata

Instagram / fayewoffinden / Na zdjęciu: Faye i Tai Woffindenowie
Instagram / fayewoffinden / Na zdjęciu: Faye i Tai Woffindenowie

Tai Woffinden, który w niedzielę przeżył koszmarny wypadek na torze w Krośnie, jest już po trzech operacjach. Trzykrotny mistrz świata nadal utrzymywany jest w stanie śpiączki farmakologicznej. Lekarze jego stan oceniają jako poważny, ale stabilny.

Tai Woffinden w niedzielę zanotował groźnie wyglądający upadek podczas meczu sparingowego w Krośnie. Trzykrotny mistrz świata uderzył w dmuchaną bandę, ale miał olbrzymiego pecha. Elementy konstrukcji zabezpieczającej uniosły się w górę, w efekcie czego 34-latek uderzył bezpośrednio w drewnianą barierę.

Pierwsze doniesienia z Krosna były fatalne. Ze względu na otwarte złamanie kości udowej, zawodnik ZKS Stali Rzeszów zaczął tracić sporo krwi. U Brytyjczyka doszło też do złamania łokcia, uszkodzenia kilkunastu żeber i kręgów. Na szczęście rdzeń kręgowy nie ucierpiał i Woffinden ma czucie w nogach. Obecnie znajduje się w stanie śpiączki farmakologicznej.

ZOBACZ WIDEO: Mrozek ostro odpowiada Komarnickiemu. "Zlepek powalczy"

O stanie zdrowia swojego zawodnika w Kolegium Żużlowym w Canal+ wypowiedział się Paweł Piskorz. Menedżer rzeszowskiej Stali ujawnił, że brytyjski żużlowiec przeszedł trzy operacje, a najtrudniejsza z nich miała miejsce we wtorek.

- Liczne urazy, które nastąpiły w niedzielę, spowodowały, że Tai stracił wiele krwi. Dlatego była potrzebna krew do przetaczania. Złamane udo i biodro w lewej nodze, które zostało zoperowane od razu w niedzielę w nocy łącznie z pierwszą operacją łokcia - powiedział Piskorz.

- Do tego liczne złamania żeber w wielu miejscach. Pojawił się obrzęk płuc i gromadziła się woda. To nie pomagało w operacji, więc stan był bardzo ciężki. Teraz jest dobry, stabilny, ale przeżył czasochłonne operacje. To jest stan stabilny, ale poważny z punktu widzenia medycznego - dodał menedżer "Żurawi".

W poniedziałek do Rzeszowa dotarła matka Woffindena - Sue. We wtorek natomiast na Podkarpaciu pojawiła się jego małżonka - Faye. To z nimi lekarze omawiać będą dalsze kroki w leczeniu żużlowca. - Tai utrzymywany jest w śpiączce farmakologicznej i na pewno nie będzie wybudzany w środę. Możliwe, że kolejnym etapem będzie próba wybudzenia Taia. Wtedy będziemy informować o dalszych planach. Dla mnie żużel teraz zszedł na dalszy plan. Walczymy o to, by Tai wrócił do normalnego życia - wyjawił Piskorz.

W środę Woffinden poddawany jest kolejnym badaniom. Medycy chcą wiedzieć, jak organizm Brytyjczyka zachowuje się po operacjach i utracie krwi, co jest problematyczne m.in. dla nerek. - Serce jest w idealnym stanie - zdradził Piskorz.

Dramat trzykrotnego mistrza świata na nowo uruchomił dyskusję na temat bezpieczeństwa w polskim żużlu. Zwłaszcza że od lat pojawia się problem unoszących się dmuchanych band w momencie wypadku. Na stole leży m.in. propozycja polskiego inżyniera za 50 tys. zł, która być może pomogłaby w rozwiązaniu problemu.

- Nie doszukiwałbym się drugiego dna w przygotowaniach toru w Krośnie. Ten wypadek to zbieg niefortunnych wydarzeń, które zdarzają się raz na milion - zaznaczył menedżer Stali Rzeszów w Kolegium Żużlowym.

Piskorz podkreślił, że "dwa motocyklem efektem gilotyny uderzyły Taia" i najprawdopodobniej nawet dodatkowe zabezpieczenia w bandzie, o których obecnie mówi się w środowisku, nie pomogłyby Brytyjczykowi. - Nawet gdyby banda była mocniej zamontowana - dodał.

Po wypadku w Krośnie zawodnicy postanowili jednak się zbuntować i domagają się reakcji władz żużlowych. We wtorek nie doszedł do skutku sparing w Rybniku, bo zawodnicy mieli zastrzeżenia do montażu dmuchanych band. Z tego samego powodu w środę odwołany został mecz kontrolny w Grudziądzu.

Komentarze (18)
avatar
zibiza
35 min temu
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Powinno być tak ...dmuchana banda później gruba mata z pianki potem to drewno tymczasem dmuchawiec podskakuje i walą w drewno żal..... 
avatar
Dyrektor
3 h temu
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Dmuchane bandy to przeżytek. W King's Lynn używają bandy piankowej, która nigdy nie podskakuje. 
avatar
Jarcyb62
19 h temu
Zgłoś do moderacji
9
4
Odpowiedz
Może by zrobić dmuchane motocykle. Przy spadaniu na zawodników, nie wyrządzały by krzywdy ?? 
avatar
Bogdan WE
19 h temu
Zgłoś do moderacji
15
2
Odpowiedz
A najgorsze że wpierw uderzył w niego z dużą siłą motor kolegi i ten załatwił go na cacy 
avatar
stalowy rycerz
20 h temu
Zgłoś do moderacji
17
7
Odpowiedz
Dobrze, że śmigłowiec przetransportował go do Rzeszowa, bo w Krośnie by wyzionął ducha pewnie. Szkoda prezesa Drymajło , tyle kasy na skład, a tutaj wylatuje najdroższy zawodnik, jeszcze przed Czytaj całość
Zgłoś nielegalne treści