Tai Woffinden w niedzielę zanotował groźnie wyglądający upadek podczas meczu sparingowego w Krośnie. Trzykrotny mistrz świata uderzył w dmuchaną bandę, ale miał olbrzymiego pecha. Elementy konstrukcji zabezpieczającej uniosły się w górę, w efekcie czego 34-latek uderzył bezpośrednio w drewnianą barierę.
Pierwsze doniesienia z Krosna były fatalne. Ze względu na otwarte złamanie kości udowej, zawodnik ZKS Stali Rzeszów zaczął tracić sporo krwi. U Brytyjczyka doszło też do złamania łokcia, uszkodzenia kilkunastu żeber i kręgów. Na szczęście rdzeń kręgowy nie ucierpiał i Woffinden ma czucie w nogach. Obecnie znajduje się w stanie śpiączki farmakologicznej.
ZOBACZ WIDEO: Mrozek ostro odpowiada Komarnickiemu. "Zlepek powalczy"
O stanie zdrowia swojego zawodnika w Kolegium Żużlowym w Canal+ wypowiedział się Paweł Piskorz. Menedżer rzeszowskiej Stali ujawnił, że brytyjski żużlowiec przeszedł trzy operacje, a najtrudniejsza z nich miała miejsce we wtorek.
- Liczne urazy, które nastąpiły w niedzielę, spowodowały, że Tai stracił wiele krwi. Dlatego była potrzebna krew do przetaczania. Złamane udo i biodro w lewej nodze, które zostało zoperowane od razu w niedzielę w nocy łącznie z pierwszą operacją łokcia - powiedział Piskorz.
- Do tego liczne złamania żeber w wielu miejscach. Pojawił się obrzęk płuc i gromadziła się woda. To nie pomagało w operacji, więc stan był bardzo ciężki. Teraz jest dobry, stabilny, ale przeżył czasochłonne operacje. To jest stan stabilny, ale poważny z punktu widzenia medycznego - dodał menedżer "Żurawi".
W poniedziałek do Rzeszowa dotarła matka Woffindena - Sue. We wtorek natomiast na Podkarpaciu pojawiła się jego małżonka - Faye. To z nimi lekarze omawiać będą dalsze kroki w leczeniu żużlowca. - Tai utrzymywany jest w śpiączce farmakologicznej i na pewno nie będzie wybudzany w środę. Możliwe, że kolejnym etapem będzie próba wybudzenia Taia. Wtedy będziemy informować o dalszych planach. Dla mnie żużel teraz zszedł na dalszy plan. Walczymy o to, by Tai wrócił do normalnego życia - wyjawił Piskorz.
W środę Woffinden poddawany jest kolejnym badaniom. Medycy chcą wiedzieć, jak organizm Brytyjczyka zachowuje się po operacjach i utracie krwi, co jest problematyczne m.in. dla nerek. - Serce jest w idealnym stanie - zdradził Piskorz.
Dramat trzykrotnego mistrza świata na nowo uruchomił dyskusję na temat bezpieczeństwa w polskim żużlu. Zwłaszcza że od lat pojawia się problem unoszących się dmuchanych band w momencie wypadku. Na stole leży m.in. propozycja polskiego inżyniera za 50 tys. zł, która być może pomogłaby w rozwiązaniu problemu.
- Nie doszukiwałbym się drugiego dna w przygotowaniach toru w Krośnie. Ten wypadek to zbieg niefortunnych wydarzeń, które zdarzają się raz na milion - zaznaczył menedżer Stali Rzeszów w Kolegium Żużlowym.
Piskorz podkreślił, że "dwa motocyklem efektem gilotyny uderzyły Taia" i najprawdopodobniej nawet dodatkowe zabezpieczenia w bandzie, o których obecnie mówi się w środowisku, nie pomogłyby Brytyjczykowi. - Nawet gdyby banda była mocniej zamontowana - dodał.
Po wypadku w Krośnie zawodnicy postanowili jednak się zbuntować i domagają się reakcji władz żużlowych. We wtorek nie doszedł do skutku sparing w Rybniku, bo zawodnicy mieli zastrzeżenia do montażu dmuchanych band. Z tego samego powodu w środę odwołany został mecz kontrolny w Grudziądzu.