Bayern Monachium - RB Lipsk: odwołany karny Roberta Lewandowskiego i cierpienia młodego Wernera. Tylko remis

Zdjęcie okładkowe artykułu: PAP/EPA / LUKAS BARTH-TUTTAS / Na zdjęciu: Robert Lewandowski
PAP/EPA / LUKAS BARTH-TUTTAS / Na zdjęciu: Robert Lewandowski
zdjęcie autora artykułu

Sędzia odwołał rzut karny Roberta Lewandowskiego, a Timo Werner zaliczył pudło sezonu! Bayern Monachium w niedzielnym hicie Bundesligi tylko zremisował bezbramkowo z RB Lipsk.

Robert Lewandowski ustawił sobie piłkę na 11 metrze, popatrzył w niebo, wziął głęboki oddech, szykował się, żeby strzelić 23. gola w sezonie. Sędzia jednak złapał nagle za słuchawkę, pokazał palcami prostokąt VAR i słusznie uznał, że Lewy nie może strzelać. Bo tuż przed tym, jak Dyton Upamenaco faulował go w polu karnym, Polak był na spalonym.

Timo Werner był jeszcze bliżej bramki Manuela Neuera. Nie miał koło siebie żadnego obrońcy, był tylko on, piłka i bramkarz. Niemiec strzelił, a Monachium odetchnęło, gdy piłka poleciała daleko od bramki.

W wyścigu o tytuł superstrzelca Bundesligi obaj ci piłkarze w Monachium zjechali na postój.

ZOBACZ WIDEO: Robert Lewandowski jakiego nie znacie. "Gdy mówił o zmarłym tacie załamywał mu się głos"

Cierpienia młodego Wernera Bayern od początku spotkania miał przygniatającą przewagę. Grał w piłkę, podczas gdy goście ograniczali się do biegania i przeszkadzania. A to nie jest przecież wizytówka piłkarzy z Lipska, ich trener Julian Nagelsmann stawia na futbol szybki i przebojowy. W Monachium jednak zawodnicy spod znaku Red Bulla początkowo jakby sami sobie podcięli skrzydła. Grali długą piłką, unikali szybkich kombinacji. I najgorsze, że przypominało to wszystko jakiś plan.   Jeśli RB Lipsk jest przedstawicielem nowej fali - korpofutbolu - jego gra idealnie oddawała emocje z gabinetów w wielkich biurowcach. Była jak bezduszny arkusz kalkulacyjny, który skutecznie wypełnił Julian Nagelsmann.

Ich defensywę trzymał w ryzach od samego początku Dayot Upamecano, który dodatkowo jak już przyczepił się do pleców Roberta Lewandowskiego, tak z nich nie schodził. A gdy już Polak doszedł do jedynej sytuacji bramkowej, gdy wydawało się, że musi strzelić gola, właśnie Upamecano go powstrzymał. Tak było w 39. minucie, gdy polski napastnik zamknął akcję z lewej strony, uderzył z powietrza, a piłkę lecącą do bramki wybił ten 21-letni Francuz.

To była najlepsza okazja na gola. Jeszcze tylko na początku meczu świetnym kręconym uderzeniem popisał się Thiago Alcantara, jeszcze później kilka razy uciekł rywalom przebojowy Alphonso Davies i to byłoby tyle wielkich emocji.

Cierpiał Timo Werner, 23-letni Niemiec który w tym sezonie strzelił tylko dwa gole mniej od Lewandowskiego. I który Polaka stawia sobie za wzór, marzy o karierze i statusie, jaki ma kapitan naszej kadry. – Chcę być jak Robert. A on jest na półce z Messim i Ronaldo. Dziś to nie moja półka, ale kiedyś chcę na niej być – marzy Werner.

Jakże romantyczny byłby futbol, gdyby dziś to jego gol przesądził o wygranej na terenie, gdzie rządzi Lewandowski. Do tej pory RB Lipsk zwyciężył tylko raz w meczach z monachijczykami. Niedzielny mecz był oczywiście zapowiadany jako pojedynek supersnajperów.

Prowadzenie dla gości powinien za to zdobyć Marcel Sabitzer. Więcej, Austriak musiał strzelić gola, gdy od razu po przerwie z siedmiu metrów, nie mając przed sobą nikogo, huknął tylko ponad bramką.

A Werner? W 63. minucie mógł zrobić z piłką wszystko, gdy dostał ją z lewej strony i stanął sam na sam z Manuelem Neuerem. Zrobił najgorszej jak mógł, uderzył bez przejęcia, obok bramki. Christopher Nkunku, który podał mu piłkę, tylko złapał się za głowę.

Nawałnica bez piorunów

RB Lipsk zaczął grać lepiej, odważniej, mecz się otworzył, zrobiło się więcej miejsca. W 54. minucie Upamecano faulował Lewandowskiego w polu karnym, ale sekundy wcześniej Polak przyjmując piłkę był na pozycji spalonej.

W 79. minucie Lewandowski cudownie zagrał w pole karne do Leona Goretzki, Peter Gulacsi fantastycznie obronił.

W ogóle ostatnie minuty to była już tylko przewaga Bayernu, ale mistrz tym razem nie znalazł sposobu na rywala.

Gdyby RB Lipsk wygrał w Monachium, byłby liderem Bundesligi. Tymczasem zostało po staremu. Tak samo jak w walce o strzelecką koronę. Timo Werner ma 20 goli i ciągle ogląda plecy Lewandowskiego, który zdobył 22 bramki.

Bayern Monachium - RB Lipsk 0:0

Bayern Monachium: Manuel Neuer - Alphonso Davies, David Alaba, Jerome Boateng (67' Lucas Hernandez), Benjamin Pavard - Joshua Kimmich, Thiago Alcantara, Leon Goretzka (85' Kingsley Coman), Serge Gnabry (60' Philippe Coutinho), Thomas Mueller - Robert Lewandowski

RB Lipsk: Peter Gulacsi - Angelino, Marcel Halstenberg, Dayot Upamecano, Lukas Klostermann - Kondrad Laimer, Marcel Sabitzer, Tyler Adams, Dani Olmo (69' Patrick Schick), Christopher Nkunku (82' Ademola Lookman) - Timo Werner (90+3' Yussuf Poulsen)

Żółte kartki: Kimmich, Pavard - Laimer.

# Drużyna M Z R P Bramki Pkt
1 Bayern Monachium 342644100:3282
2 Borussia Dortmund 34216784:4169
3 RB Lipsk 341812481:3766
4 Borussia M'gladbach 34205966:4065
5 Bayer 04 Leverkusen 34196961:4463
6 TSG 1899 Hoffenheim 341571253:5352
7 VfL Wolfsburg 3413101148:4649
8 SC Freiburg 341391248:4748
9 Eintracht Frankfurt 341361559:6045
10 Hertha Berlin 341181548:5941
11 1.FC Union Berlin 341251741:5841
12 Schalke 04 Gelsenkirchen 349121338:5839
13 1.FSV Mainz 05 341141944:6537
14 1.FC Koeln 341061851:6936
15 FC Augsburg 34991645:6336
16 Werder Brema 34871942:6931
17 Fortuna Duesseldorf 346121636:6730
18 SC Paderborn 07 34482237:7420
Źródło artykułu: