Kamil Glik: Zgłaszam się do tytułu Piłkarza Roku

PAP / Bartłomiej Zborowski / Polscy piłkarze cieszą się z bramki strzelonej przez Kamila Glika (z lewej) dla reprezentacji Polski
PAP / Bartłomiej Zborowski / Polscy piłkarze cieszą się z bramki strzelonej przez Kamila Glika (z lewej) dla reprezentacji Polski

- Robert nie musi nam tego mówić. Każdy wie to doskonale - przyznaje Kamil Glik odpowiadając na słowa Lewandowskiego, który po meczu z Czarnogórą skrytykował grę kadry. Sam obrońca chce snajperowi odebrać tytuł Piłkarza Roku.

Rok 2017 jeszcze się nie skończył, nie będzie jednak żadnym ryzykiem stwierdzenie, że Kamil Glik nigdy wcześniej nie miał tak udanego czasu pod względem osiągnięć sportowych. Środkowy obrońca reprezentacji Polski oraz AS Monaco ma świadomość tego, jak mocno w górę poszły jego notowania. A to wcale nie musi być apogeum, bo finały mistrzostw świata w Rosji, na których wystąpi reprezentacja Polski, rozpoczną się dopiero w czerwcu.

[b]

Przemysław Pawlak, "Piłka Nożna": Tomasz Hajto w magazynie "Cafe Futbol", zapytany o porównanie ciebie do siebie, odpowiedział, że trudno zestawić BMW i mercedesa. Co ty na to?[/b]

Kamil Glik: Czyli w Tomka stylu. Chyba też nie pokuszę się o takie porównanie, ale po części ma rację. Tomek był podobnym zawodnikiem do mnie, zwłaszcza jeśli chodzi o charakter i cechy wolicjonalne. Zapewne dlatego się lubimy, w dodatku obaj jesteśmy środkowymi obrońcami, tematów do rozmów nam nie brakuje. Wychowałem się na Tomku Hajcie, Michale Żewłakowie, jako dzieciak ze szkoły podstawowej oglądałem ich mecze w telewizji, doskonale pamiętam mundial z Korei i Japonii, trochę mnie nerwów kosztował. Zresztą z Michałem dane mi było zagrać w kadrze. Dla mnie to była wielka sprawa.

No dobra, ale jesteś mercedesem czy BMW?

Na dziesięciu pytanych pięciu wskaże jedną markę, a kolejnych pięciu – drugą. Generalnie nie lubię porównywać się do nikogo, ja jestem Kamilem Glikiem, a Tomek Hajto jest… redaktorem lub ekspertem Tomkiem Hajtą. Starszym o kolejny rok, życzenia urodzinowe w zeszłym tygodniu Gianniemu oczywiście złożyłem. W każdym razie z Tomkiem łączy nas jeszcze jedna rzecz - dużo osiągnęliśmy dzięki ciężkiej pracy. Moja kariera to 80 procent codziennej harówy, a reszta - talent i trochę szczęścia. A zatem wszystkie osiągnięcia są kwestią mocnego, trudnego do złamania charakteru. W przypadku Tomka było podobnie. Nikt za darmo mi niczego nie dał. Jestem zahartowany, żadna krytyka nie jest w stanie mnie złamać.

A propos krytyki, co się stało z grą obronną reprezentacji Polski? W trakcie finałów Euro 2016 nie mieliśmy z tym problemów, w eliminacjach mistrzostw świata straciliśmy w 10 meczach aż 14 goli.

Zdecydowanie jest nad czym pracować, nie zamierzam nas wybielać. Straciliśmy dużo za dużo bramek. Poniekąd rozumiem, że w takiej sytuacji mówi się najwięcej o Gliku i Michale Pazdanie, bo najczęściej tworzymy parę środkowych obrońców, tyle że bramki, które tracimy, nie zawsze zależą wyłącznie od tego, czy Glik lub Pazdan akurat dobrze się na boisku zachowali. Na Euro 2016 broniliśmy bardzo dobrze jako cała drużyna, odpowiednio się ustawialiśmy, przesuwaliśmy, organizacja przy stałych fragmentach dla rywali nie szwankowała. Natomiast w kwalifikacjach mundialu dostaliśmy sporo goli na przykład po rzutach rożnych, a chyba każdy wie, że przy stałych fragmentach nie broni tylko Glik z Pazdanem, bo w polu karnym pojawia się niemal cała drużyna. Powiedzenie, że linia obrony reprezentacji Polski gra słabo, jest dużym uproszczeniem. Zrzucanie winy tylko na Glika i Pazdana nie jest fair. Musimy po prostu dobrze bronić jako zespół – tak samo, jak wygrywaliśmy mecze całym zespołem.

Czas spędzony na zgrupowaniu kadry już przed startem mundialu wystarczy, aby poskładać grę zespołu w defensywie?

Tak. Wtedy będzie tak naprawdę moment na wyeliminowanie mankamentów, niewątpliwie jednym z nich jest praca w obronie. Będziemy dłużej ze sobą, trener dostanie czas na poukładanie klocków. I nie chodzi o ciężką pracę fizyczną, gra w defensywie to nie jest nie wiadomo ile biegania, przede wszystkim chodzi o umiejętność ustawiania się i przesuwania całego zespołu. Każdy musi znać swoją rolę. Dodatkowo będziemy mieli też mecze sparingowe i czas przed nimi, żeby pracować nad tym elementem.

Zgadzasz się z Robertem Lewandowskim, który po wywalczeniu awansu na mistrzostwa świata powiedział, że reprezentacji przydałoby się kilka nowych perełek?

Nie wiem, co Robert dokładnie miał na myśli. Fakty są oczywiste, jeśli trener Nawałka uzna, że ktoś nowy tej kadrze jest potrzebny, znajdzie zawodników, którzy wzmocnią kadrę, na pewno ich powoła.

Mecz z Czarnogórą był symbolem eliminacji w naszym wykonaniu, mieliśmy bardzo dobry wynik, a potem przyszedł moment, w którym zrobiło się nerwowo, jakby zespół zgubił koncentrację, zadowolił się tym, co już ma, o to też kapitanowi chodziło.

Ale Robert wcale nie musi nam tego mówić, każdy z zawodników reprezentacji Polski wie o tym doskonale. Jesteśmy nie tylko inteligentnymi piłkarzami, ale również inteligentnymi ludźmi. Rzeczywiście tak było, że w niektórych meczach wyłączaliśmy się na 10-15 minut, traciliśmy kontrolę nad przebiegiem gry. Zdajemy sobie z tego sprawę. I to poprawimy.

Długo świętowałeś awans na mundial? Kamil Grosicki nazajutrz po meczu z Czarnogórą napisał na Twitterze: łeb pęka.

Cały Grosik. Nic wielkiego się nie wydarzyło, nikt fajerwerków nie odpalał. Zostaliśmy w hotelu, z chłopakami z drużyny, rodzinami, sztabem szkoleniowym, przedstawicielami Polskiego Związku Piłki Nożnej. Pobawiliśmy się w granicach rozsądku. Bo prawdę mówiąc – czy była to wyjątkowa okazja do świętowania? W ostatnich latach reprezentacja przyzwyczaiła do dobrych wyników. Awans do finałów mistrzostw Europy smakował wyjątkowo, gdyż nie przydarzył się kadrze od kilku lat, pamiętajmy, iż jako współgospodarz Euro 2012 nie musieliśmy brać udziału w kwalifikacjach. Wtedy była rzeczywiście mocna impreza. Ale potem przyszedł turniej we Francji, na którym dotarliśmy do ćwierćfinału, więc kwalifikacja do rosyjskiego mundialu była obowiązkiem.

Nie cel, ale środek do osiągnięcia celu?

Tak można to ująć. Jesteśmy dojrzalsi jako ludzie, zespół. Staliśmy się lepszymi piłkarzami, bardziej świadomymi, dlatego więcej od siebie wymagamy.

Sprawiłeś sobie już prezent po awansie na mundial? W wywiadzie dla Weszlo.com mówiłeś, że po sukcesie lubisz sobie sprawić markowy zegarek.

Jeszcze nie, muszę nadrobić zaległość, choć specjalnie się nie spieszę, ponieważ dopiero przed kilkoma dniami odebrałem rolexa z grawerką za tytuł mistrza Francji. Musiałem czekać dwa miesiące, dotarł tuż przed ostatnim zgrupowaniem reprezentacji Polski i dopiero zaczynam cieszyć się nowym zegarkiem. To już trzeci w kolekcji, gdyż wcześniej kupiliśmy wspólnie z żoną pamiątki po awansach Torino do Serie A oraz reprezentacji do finałów mistrzostw Europy. Kto wie, być może kiedyś przejmie je moja córka lub… planowany syn. Zresztą, markowy zegarek jest zawsze dobrą inwestycją.

ZOBACZ WIDEO: PSG zwycięskie, dublet Cavaniego. Zobacz skrót meczu z OGC Nice [ZDJĘCIA ELEVEN]

Syn już w drodze?

Jeszcze nie. Na pewno jednak myślimy o powiększeniu rodziny, choć Marta wolałaby to przełożyć na czas po finałach mistrzostw świata. Chciałaby w spokoju przeżyć turniej.

Jeśli będzie sukces na mundialu, to dopiero będzie świętowanie!

Już nie mogę się doczekać! Będziemy działać! Może stworzymy sobie prezent.

Na poważnie - zaszedłbyś tak daleko, gdyby nie twoja żona?

To, co dzisiaj posiadamy, w jakim miejscu jesteśmy, w większej połowie jest zasługą Marty. Nie mam żadnych wątpliwości. Kiedy występowałem w Piaście Gliwice, zdarzały się dalekie wyjazdy na drugi koniec Polski, a powroty z nich różnie się kończyły, pojawiał się alkohol. Znamy się od dziecka z jednego osiedla, jesteśmy razem od 15 roku życia. Marta była tą osobą, która potrafiła sprowadzić mnie na ziemię, utemperować, ustawić, często posłać pod moim adresem kilka niecenzuralnych słów. Tak było, dziś ja też się zmieniłem, nawet bardzo, wydoroślałem. Duży udział w tym Marty. Co tu dużo mówić, miała ze mną ciężary czy – jeśli ktoś woli – przeboje.

Wróćmy do kadry. Nie brakuje głosów, że rosyjski turniej będzie ostatnią dużą imprezą dla reprezentacji Polski w tym składzie. Da się to w jakiś sposób wyczuć w kadrze?

Jest taka świadomość, na pewno zespół ma poczucie, iż dla niektórych chłopaków może to być ostatnia szansa, aby wziąć udział w największym turnieju piłkarskim. Czas ucieka. Jestem z rocznika ’88, moim zdaniem przełomowego – w tym samym wieku są Grosik, Lewy czy Kamil Wilczek, ale wiadomo, że starszym chłopakom będzie zdecydowanie ciężej wyjechać do Kataru na mundial w 2022 roku. A w moim przypadku dochodzi do tego jeszcze gra na środku obrony, na tej pozycji w piłce żyje się trochę dłużej. Choć oczywiście musi się na to złożyć wiele czynników i wcale nie mam tu na myśli tylko awansu do katarskiego turnieju. W każdym razie w przyszłym roku kończę trzydziestkę, będzie chwila na refleksję, zastanowienie się, co w piłce udało się zrobić i na co mam jeszcze chęć.

Co będzie dla ciebie motywacją?

Śmieję się, że mogę już umierać. Zagrałem w finałach mistrzostw Europy, prawdopodobnie zagram na mundialu, doszedłem do półfinału Ligi Mistrzów, co nie każdemu się udaje, zostałem mistrzem Francji, występowałem i jako pierwszy obcokrajowiec w historii byłem kapitanem Torino, także w Lidze Europy, zdecydowaną większość kariery spędziłem na Zachodzie. Wszystkiego dotknąłem, wziąłem czy wezmę udział w najważniejszych rozgrywkach piłkarskich na świecie. Udało mi się całkiem sporo, mogę być zadowolony. Kilka celów jednak jeszcze przede mną. W kontekście kadry choćby dobicie do 80 występów, wstąpienie do Klubu Wybitnego Reprezentanta… i odebranie pamiątkowej patery.

A medal na mundialu w Rosji? Należysz do optymistów i mówisz, że jedziemy po krążek, czy jednak podchodzisz do tego zagadnienia z chłodną głową?

Z pokorą. Jedziemy na mistrzostwa świata, tak naprawdę jednak nie mamy doświadczenia z takiej imprezy, dla ogromnej większości chłopaków to będzie pierwszy mundial. W turnieju w Niemczech w 2006 roku brał udział tylko Łukasz Fabiański. Nie chcę rzucać słów na wiatr lub wróżyć z fusów, będziemy niewiadomą na turnieju – dla siebie i dla przeciwników. Ćwierćfinał będzie bardzo dużym sukcesem. Medal? Jest to możliwe, ale wszystko w piłce nożnej jest możliwe, zresztą osobiście mogę robić za dowód na poparcie tej tezy. Pompowanie balonu i rzucanie głośnych haseł w tym momencie pozbawione jest jednak sensu. Jeszcze raz – najważniejsza jest pokora i spokój.

Po transferach do Paris Saint-Germain Neymara i Kyliana Mbappe Monaco jest w stanie obronić mistrzostwo Francji?

Nie będzie to łatwe zadanie… Już sam fakt, że w zeszłym sezonie Monaco wygrało ligę po 17 latach przerwy, był naprawdę wielką sprawą. Bo już w poprzednich rozgrywkach PSG miało bardzo dużą siłę i choć teraz w gruncie rzeczy paryżanie dołożyli do składu tylko dwóch zawodników, więc rewolucji żadnej nie przeszli, to jednak ich siła rażenia zdecydowanie urosła. W Monaco zmian było więcej, odeszło pięciu zawodników z wyjściowego składu. Taka jest filozofia klubu i trudno się dziwić, skoro licząc z pieniędzmi, które otrzyma za Mbappe, zarobi około 400 milionów euro.

Szok.

Potężna kasa. Monaco stawia na młodych zawodników i ich promuje, a kiedy tracisz blisko pół wyjściowej jedenastki, chwilę musi zająć, zanim wszystkie elementy na nowo zaczną do siebie pasować. Wbrew pozorom nie jest z nami tak źle w lidze francuskiej, utrzymujemy kontakt w tabeli z PSG, za nami dopiero jedna czwarta sezonu, na pewno jeszcze nie czas na skreślanie Monaco.

Jaka jest twoja rola w szatni?

Razem z kilkoma starszymi chłopakami odpowiadamy za wprowadzanie młodych kolegów do zespołu. Nie jest do końca tak, że przyszło to naturalnie, bo dostaliśmy czytelne zadania z góry w klubie, iż mamy się tym zająć. Zresztą między innymi ten temat pojawił się w rozmowach dotyczących przedłużenia mojego kontraktu. Klub zachował się fajnie, przecież przychodząc do Monaco, podpisałem czteroletnią umowę, a już po roku z inicjatywy szefów doszło do rozmów o nowym czteroletnim kontrakcie, ale już na innych, lepszych, warunkach finansowych. Nie musiałem na nikogo naciskać, prosić się. Poczułem się doceniony. W ten sposób rosyjscy właściciele klubu podziękowali mi za poprzedni sezon, za zaangażowanie na boisku, ale też poza. Miła niespodzianka i wielkie wyróżnienie. Poza tym z kapitanem Radamelem Falcao, Joao Moutinho, Danijelem Subasiciem i Andreą Raggim tworzymy radę drużyny, do nas należy ustalenie z kierownictwem klubu wysokości premii za określone cele czy rozmowy na temat różnych spraw organizacyjnych. To nie jest więc tak, że w Monaco jestem, bo jestem, i interesuje mnie wyłącznie gra w piłkę.

Kto z rady drużyny jest najlepszym negocjatorem?

Najwięcej do powiedzenia ma Falcao, ale każdy ma prawo zabrać głos i chętnie z tego korzystam. Nigdy nie miałem kłopotów z szatnią, szybko się adaptuję, więc z Radamelem złapaliśmy fajny kontakt. Co ciekawe, dziadkowie żony Falcao pochodzą z Polski, żona Kolumbijczyka i dwie córki mają już nasze obywatelstwo, natomiast niedawno urodziła mu się trzecia dziewczynka. Wiadomo, jako obywatel Unii Europejskiej możesz swobodnie poruszać się w jej granicach, a że żona Radamela chciała gdzieś się wybrać, trzeba było przyspieszyć przyznanie polskiego obywatelstwa trzeciej córce. Udało mi się w tym pomóc.

Mbappe to najlepszy zawodnik, z którym grałeś w jednym zespole?

Fajny dzieciak. Tak trzeba o nim mówić, przecież on jeszcze nie ma skończonych
19 lat. Nie zwariował, kiedy wokół niego powstała zawierucha. Nie zaczął myśleć, że teraz to ja już jestem wielki pan piłkarz, tylko po treningu siadał do książek, bo musiał jeszcze się uczyć. Nie wiem, jak dziś wygląda sytuacja, ale w Monaco dbał o szkołę. Wytrzymał ciśnienie, ma głowę na karku, co znaczy nawet więcej niż bycie świetnym piłkarzem. Jestem przekonany, że kiedy już wdrapie się na sam szczyt, poradzi sobie. Wiesz, teoretycznie powinienem powiedzieć, że wielka przyszłość przed nim, tymczasem Kylian ma już przyjemną teraźniejszość. Światowa czołówka, nie mam wątpliwości. Na pewno w top 3 zawodników, z którymi grałem. Być może nawet najlepszy.

A myślałem, że bez wahania wskażesz Roberta Lewandowskiego.

Zupełnie inni zawodnicy, choć obaj są napastnikami. Dwa inne światy. Każdy z nich jest wielki na swój sposób.

Przeczytałem, że po zakończeniu kariery chciałbyś zostać trenerem, a chyba najlepszym sposobem na realizację tego celu jest kupno własnego klubu. Myślisz o tym, żeby w jakiś sposób zaangażować się na przykład w GKS Jastrzębie-Zdrój, jak Łukasz Piszczek w LKS Goczałkowice, pojawiły się też informacje, że Artur Boruc rozważa kupno Zagłębia Sosnowiec?

Z Jastrzębiem-Zdrojem jestem związany, tam mieszka cała moja rodzina, ja sam w tym momencie nie widzę siebie nigdzie indziej po zakończeniu kariery. A kiedy już przyjdzie moment powiedzenia dość, jeśli chodzi o grę w piłkę, na pewno będę chciał mocniej zaangażować się w GKS. Dziś jest to z wielu względów niemożliwe, z całym szacunkiem do Łukasza, gdyż robi fajną rzecz dla LKS Goczałkowice, GKS jest jednak większym klubem, obecnie z poziomu drugiej ligi, mówimy więc o futbolu profesjonalnym. Staram się pomagać radą, na razie nie finansowo, jestem w regularnym kontakcie z prezesem Darkiem Stanaszkiem, także z innymi osobami z klubu. Rozmawiamy o różnych rzeczach, nie tylko związanych z tematyką stricte sportową. Ale czy widziałbym siebie w roli właściciela lub trenera? Bardziej jednak chyba odpowiadałaby mi funkcja dyrektora sportowego, kogoś, kto wykorzystuje kontakty, siedzi za biurkiem, rozmawia z ludźmi, po prostu nadaję się do zarządzania. To mnie jara. Ale mówiąc całkiem serio, obecnie nie widzę siebie w roli szkoleniowca. Może za jakiś czas coś mi odbije i zmienię zdanie? Tego jednak nie wiem.

To może wiesz, kogo redakcja "PN" powinna wybrać na Piłkarza Roku 2017?

Jeśli znajdę się w gronie zawodników nominowanych do tego tytułu, będzie to dla mnie wielkie wyróżnienie. Ostatnie lata należały do Roberta Lewandowskiego – fakty są takie, że nie miał zbyt wielkiej konkurencji. O ile się jednak dobrze orientuję, jedną z miar w trakcie wyborów są osiągnięcia danego zawodnika w Lidze Mistrzów, czyli w najważniejszych europejskich rozgrywkach klubowych. Akurat w tym roku to ja byłem piłkarzem, który w Champions League dotarł najdalej, do półfinału, Robert z Bayernem Monachium odpadł rundę wcześniej. Pod względem liczby zdobytych bramek nie mogę się z Lewym równać, wiadomo, mam trochę inne zadania…

…może pod względem liczby goli strzelonych głową, trzeba to sprawdzić.

No tak, kilka bramek też udało mi się zdobyć. Jak na obrońcę nie jest źle. I oczywiście, zawsze promuje się zawodników ofensywnych, o nich się więcej mówi, robią show, trafiają na pierwsze strony gazet. Nagrody dla obrońców należą do wyjątków, niemniej mam udany rok, nie będę mówił, że jest inaczej, i swoją kandydaturę do tytułu Piłkarza Roku zgłaszam. Wy wybieracie jednak, nie ja. Zastanawiajcie się.

Ta dyskusja dopiero przed nami.

Czasu jednak wiele już nie macie. Gdyby się stało tak, że postanowicie przyznać mi ten tytuł, będzie to dla mnie niesamowita sprawa.

Źródło artykułu: