Jan Paweł II zmarł 2 kwietnia 2005 roku. Dwa dni później, z inicjatywy ks. Henryka Surmy, kapelana Cracovii, na stadionie Pasów przy Kałuży 1 odprawiono tzw. Mszę Pojednania. Nabożeństwo miało być początkiem "nowej ery" w relacjach kibicowskich w Krakowie.
Pod wpływem emocji związanych ze śmiercią polskiego papieża zwaśnieni od lat kibice przede wszystkim Cracovii i Wisły, ale również wielu innych klubów z całego kraju, zbliżyli się do siebie i ramię w ramię uczestniczyli we mszy świętej. Na stadionie zjawiło się wówczas blisko 30 tys. ludzi, którzy skrzętnie wypełnili każdy jego kąt.
"Cud pojednania" nie trwał długo, ale nawet ten krótki rozejm w czasach, gdy w Krakowie ze względu na chuliganów było mnóstwo miejsc, które dziś nazwalibyśmy strefami "no-go", pokazał, jak wielką rolę odgrywał Jan Paweł II dla współczesnych mu pokoleń. Świadczą o tym też wydarzenia z 1 kwietnia.
Rozpacz i smutek zamiast dopingu
Gdy włoskie, a następnie światowe media obiegła informacja o śmierci papieża, kibice wymusili przerwanie spotkania Lech Poznań - Pogoń Szczecin.
- Już przed meczem docierały sygnały o złym stanie zdrowia Jana Pawła II i istniało ryzyko, że spotkanie zostanie odwołane - wspomina dziennikarz WP SportoweFakty Michał Jankowski, dodając: - Rozegrana została niespełna połowa. W pewnym momencie atmosfera na stadionie zmieniła się nie do poznania. Zamiast dopingu pojawił się smutek i rozpacz.
- Początkowo sporo osób było zdezorientowanych i nie wiedziało co się dzieje. "Przerwij mecz" - skandowali kibice. Gra toczyła się jednak dalej i w końcu jeden z kibiców wbiegł na murawę, aby poinformować sędziego, co się stało - mówi Jankowski.
Gdy kibice zaczęły skandować "Minuta ciszy! Kolejorz, minuta ciszy!", piłkarze przestali grać i wszyscy czekali na decyzję sędziego. Spiker poprosił wszystkich o powstanie i łamiącym się głosem przekazał informację o śmierci Jana Pawła II. Zawodnicy obu drużyn, trenerzy, dziennikarze, sędziowie i działacze zebrali się na środku boiska i pogrążyli w ciszy. Kibice Pogoni odpalili race, tworząc z nich znak krzyża.
Stadion opustoszał w ciszy. Dopiero później okazało się, że informacja o śmierci JP II była przedwczesna. Ta prawdziwa nadeszła dopiero dzień później, po godz. 21:37.
Maratończyk
Sport, a piłka nożna szczególnie, zajmował wyjątkowe miejsce w jego życiu. Doceniał jego społeczną rolę. Żaden biskup Rzymu nie poświęcił mu w czasie swojego pontyfikatu tyle uwagi. W uznaniu jego zasług przewodniczący MKOl Juan Antonio Samaranch wręczył mu złoty Order Olimpijski. Jest jedynym papieżem uhonorowanym w ten sposób.
Zapisał się też w historii jako pierwszy papież, który obejrzał z trybun mecz piłkarski. Jako jedyny człowiek na świecie był równocześnie socio Barcelony i Realu Madryt. Kluby na całym świecie przyznawały mu tytuł honorowego kibica.
Kochał sport, a sportowcy uwielbiali jego. Na prywatnych audiencjach przyjmował najwybitniejszych ludzi sportu. Gościli u niego piłkarze Pele, Diego Maradona i Ronaldo, bokser Muhammad Ali czy kierowca Formuły 1 Michael Schumacher.
Lubił adrenalinę związaną ze sportami motorowymi. Kiedy odwiedził siedzibę Ferrari, udostępniono mu sportowe cabrio, które bez zwłoki wypróbował. Sam nie prowadził, ale pozdrawiał ludzi jak w papamobile.
Był nie tylko kibicem, ale sam uprawiał sport. Kiedy jako dziecko grał w piłkę, nazywano go "Martyną" - od ówczesnego reprezentanta Polski Henryka Martyny. Wędrował po górach, jeździł na nartach, pływał kajakiem.
W rezydencji w Castel Gandolfo z jego inicjatywy wybudowano basen i odrestaurowano kort tenisowy. Zapytany o zasadność tej inwestycji, odpowiedział, że "to tańsze niż organizacja nowego konklawe". Miał 58 lat i chciał zadbać o formę fizyczną, bo planował intensywny pontyfikat.
Odbył łącznie 104 pielgrzymki - najwięcej w historii. Z basenu korzystał aż do 2002 roku, w międzyczasie rezydencja wzbogaciła się o salę gimnastyczną czy stół do ping-ponga. Ze względu na niespożyte siły i dużą determinację nazywano go "Bożym Atletą".
- Był maratończykiem. Niektórzy mieli zastrzeżenia, że stawał na podium świata, ale on w czasie swojego pontyfikatu był w formie olimpijskiej. W swojej drodze, biegu w zasadzie, przekroczył wszelkie granice. Był Bożym Atletą, który wyprzedził nas w drodze do świętości - mówił nam ks. Pleń, krajowy duszpasterz sportowców i kapelan polskich olimpijczyków.
Cracovia Pany!
Jan Paweł II był wielkim fanem futbolu, a klubem, któremu kibicował, była Cracovia. Wybrał Pasy, gdy w 1938 roku, jako świeżo upieczony maturzysta, przeprowadził się do Krakowa z Wadowic. Cracovia była wtedy mistrzem Polski, ale nie urzekła przyszłego papieża sukcesem sportowym. - Po prostu trudno było oprzeć się tej nazwie - przyznał po latach.
Zjawiał się na stadionie Cracovii jako student UJ, uczeń seminarium, wreszcie kapłan. Gdy przeniósł się do Watykanu, nie zapominał o Pasach. W 2003 roku gościł delegację PZPN. - Nagle zapytał: "A jak tam moja Cracovia?". Gdy odpowiedziałem mu, że gra coraz lepiej, jest na fali wznoszącej, życzliwie się uśmiechnął - wspominał Michał Listkiewicz, ówczesny prezes PZPN.
Cracovia dbała o swojego najsłynniejszego kibica. Z okazji 85-lecia istnienia odznaczyła go diamentową odznaką - tylko Jana Pawła II spotkał ten zaszczyt. Delegacja Pasów odwiedziła go dwukrotnie. W 1996 roku uczestniczyła w audiencji generalnej i przekazała mu dożywotni karnet. W styczniu 2005 roku, już ekstraklasowa Cracovia, zjawiła się w Watykanie na prywatnej audiencji.
Był schorowany, ale potrafił zaskoczyć gości. Podczas pozowania do fotografii, powiedział znienacka "Cracovia Pany!". - Bardzo się cieszył z tej wizyty, bo przypomniał sobie dawne czasy - wspominał kard. Stanisław Dziwisz, papieski sekretarz. Wśród piłkarzy Cracovii papież rozpoznał Kazimierza Węgrzyna. "Ty już u mnie byłeś... ale z Wisłą" - rzucił do niego z uśmiechem.
Przez lata przyjmował wiele delegacji polskich klubów, sportowców indywidualnych czy reprezentacje i kadry olimpijskie, ale - co symboliczne - to jego Cracovia była ostatnim klubem, z którym się spotkał.
Kapitan Piotr Bania wręczył mu wtedy koszulkę z nr 1. To ostatni prezent od polskich sportowców, jaki otrzymał. Po jego śmierci klub zastrzegł "jedynkę" - żaden zawodnik Pasów nie zagra już nigdy z tym numerem.
Papież Sportowców
Gdy umarł, prezes Włoskiego Komitetu Olimpijskiego Gianni Patrucci powiedział, że odszedł "Papież Sportowców". W 2000 roku z okazji Jubileuszu Sportowców, odprawił na Stadio Olimpico mszę świętą dla 70 tys. wiernych, a następnie obejrzał mecz Włochy - Reszta świata. Był pierwszym papieżem-kibicem w historii.
Plan zakładał, że obejrzy tylko pierwszą połowę, ale został do końca. Wiedział, jak zachować się na stadionie - gdy orkiestra grała włoski hymn, wstał jak wszyscy kibice. Podczas pielgrzymek celebrował nabożeństwa na wielu stadionach. W 1982 roku na Camp Nou odprawił mszę dla ponad 100 tys. wiernych.
"Ze wszystkich rzeczy nieważnych, piłka nożna jest najważniejsza" - mawiał, dając do zrozumienia, jak istotną rolę społeczną odgrywa najpopularniejsza dyscyplina sportowa na świecie. W 2004 roku utworzył w Watykanie departament sportu, podkreślając w ten sposób znaczenie sportu w życiu. Wielokrotnie odnosił się do sportu i zwracał uwagę na zagrożenia, na jakie jest narażony: doping, komercjalizację, przemoc na stadionach i rasizm.
- Na sportowcach spoczywa wielka odpowiedzialność. Są powołani, by uczynić ze sportu okazję do współpracy i dialogu, przełamywać bariery językowe, rasowe i kulturowe, przyczyniać się do rozwoju cywilizacji miłości. Prawdziwy sportowiec nie powinien dopuszczać do tego, aby kierowało nim wyłącznie obsesyjne dążenie do doskonałości fizycznej ani podporządkować się bezwzględnym prawom produkcji i konsumpcji - nauczał.
Patron sportowców?
W 2010 roku portugalski kardynał Jose Saraiva Martins wyszedł z inicjatywą, by Jan Paweł II został patronem sportowców. Sprawą zajmuje się watykańska Kongregacja ds. Świętych. - Pracujemy nad tym już od dłuższego czasu, ale w Kościele nie ma pośpiechu. To nie jest sprint na sto metrów, dlatego cierpliwie czekamy - mówił nam ks. Pleń.
- Sprawa nie jest jednak prosta. Jana Pawła II jako patrona chce ponad sto środowisk i grup społecznych. Sportowcy nie mają swojego patrona, a Ojciec Święty kochał sport, był on obecny w jego naukach. Biorąc pod uwagę całokształt działalności, Jan Paweł II jest najlepszym kandydatem na patrona sportowców. Nasi sportowcy już traktują go jako swojego patrona. Nie potrzebują do tego decyzji urzędowej. To wypływa z potrzeby serca - zdradził krajowy duszpasterz sportowców.
Maciej Kmita, dziennikarz WP SportoweFakty