3 kwietnia w Belgradzie odbędzie się 49. Kongres UEFA, a jego głównym punktem będą wybory do Komitetu Wykonawczego UEFA - najwyższego organu wykonawczego Europejskiej Unii Związków Piłkarskich. Przez ostatnie osiem lat zasiadał w nim Zbigniew Boniek, ale na trzecią kadencję nie może zostać wybrany.
O jedno z siedmiu wolnych miejsc w KW ubiegać się będzie obecny prezes PZPN Cezary Kulesza. Te wybory są nie tylko ważne osobiście dla Kuleszy, ale także dla całej federacji. Stawka jest zdecydowanie większa, niż mogłoby się wydawać.
- Chodzi o przyznawanie nam organizacji imprez międzynarodowych, ale także korzyści finansowe dla całego związku - mówi nam Michał Listkiewicz, były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej (1999-2008).
ZOBACZ WIDEO: Były kadrowicz stworzył niesamowitą grę. Siatkówka bez wstawania z kanapy
- Istnieje chociażby program Hat-Trick, z którego można uzyskać finansowanie na budowę ośrodków szkoleniowych, siedziby związku. Takie wsparcie by się przydało PZPN-owi, który chciałby taki ośrodek zbudować. Środki są jednak ograniczone i dla wszystkich nie starcza. Trzeba lobbować o jak największą dotację, a miejsce w Komitecie Wykonawczym to umożliwia - dodaje.
Brak znajomości angielskiego będzie problemem?
W marcu portal "Weszło" przekazał, że wśród jego zwolenników znajdują się Litwini i Albańczycy, Prezes PZPN miał mieć dobre relacje także z innymi przedstawicielami naszego regionu, takimi jak Litwa, Ukraina czy - co zaskakujące - Białoruś (więcej TUTAJ).
Kulesza stronników ma więc wśród krajów Europy Środkowej i Wschodniej, co można powiązać z tym, że mówi on płynnie po rosyjsku. Spora część krytyków kandydatury prezesa PZPN wypomina mu to, że nie zna jednak języka angielskiego. Czy naprawdę to jest jednak taka poważna przeszkoda?
- Nie ma to znaczenia, że Kulesza nie mówi po angielsku. Zbigniew Boniek też nie zna biegle angielskiego, tylko włoski. Kulesza mówi po rosyjsku, który jednak bardziej jest językiem międzynarodowym. Zawsze podczas spotkań w UEFA jest tłumaczenie symultaniczne i sporo osób nie mówiło po angielsku, a funkcjonowało. Poza tym Kulesza był też w Rumunii, Serbii, Czechach, Słowacji, Szwajcarii i na Cyprze, więc może uzyskać także ich poparcie - mówi Listkiewicz.
Były wiceprzewodniczący Komisji Europejskich Pucharów UEFA zwraca także uwagę na pewien gest prezydenta UEFA Aleksandra Ceferina. Jego zdaniem, może on mieć wpływ na wynik wyborów.
- Dużo wiatru w żagle dał Kuleszy Cerefin, który na jubileuszu PZPN ciepło i przyjacielsko się o nim wypowiadał. Mógł wypowiadać się zdawkowo, ale podkreślił, że łączy ich przyjacielska relacja - tłumaczy Listkiewicz.
Jakie są realne szanse Kuleszy?
Czy Kulesza ma realne szanse na to, żeby dostać się najważniejszego organu w UEFA? W teorii są całkiem spore, bowiem kandydatów jest 11, a miejsc w komitecie wykonawczym UEFA jest aż siedem. Rywali ma jednak mocnych, jak chociażby były prezydent Borussii Dortmund Hans-Joachim Watzke.
Sam Kulesza w rozmowie ze sport.pl zaznaczył, że trzeba uzyskać jednak poparcie ponad połowy z 55 federacji. Ma jednak trochę słabszą pozycję niż Zbigniew Boniek. Głównie po prostu z tego powodu, że jest mniej rozpoznawalny. Boniek bywał na piłkarskich salonach jako znakomity piłkarz, po karierze osiadł we Włoszech, a nie bez znaczenia w jego karierze działacza była też przyjaźń łącząca go z Michelem Platinim, byłym prezydentem UEFA.
- Kulesza ma spore szanse, choć nie jest murowanym faworytem jak Boniek. Jego główną siłą jest pozycja naszej federacji. Startował od zera, jako anonimowy człowiek w Europie, ale przez kilka lat zbudował pozycję jako prezes PZPN. Kilka razy byłem na kongresach FIFA, UEFA i inni ludzie podchodzili, mówili do niego po imieniu - opowiada Listkiewicz.
Listkiewicz zaznacza jednak, że na jego niekorzyść działa jednak to, że kandydaci z takich potęg jak Niemcy, Francja, Anglia, Hiszpania czy Włochy mają niemal zapewnione miejsce w komitecie. - To spora niesprawiedliwość - mówi nasz rozmówca.
Z drugiej jednak strony prezes takiej sporej federacji jak Polska, jest w lepszej sytuacji niż kandydaci z Armenii, Estonii czy Liechtensteinu. Najważniejsze jednak w wyborach zdają się być po prostu relacje z innymi prezesami.
- Przede wszystkim liczy się pozycja federacji, ale czasem takim niszowym krajom jak Malta, Cypr czy Islandia, udawało się wprowadzać swojego człowieka. Liczy się także osobista pozycja, dorobek piłkarski, ale przede wszystkim znajomości. Osobiste relacje, bycie lubianym też odgrywa sporą rolę. Jeśli kogoś grono polubi, bo jest fajnym gościem, to też ma większe szanse - opowiada Listkiewicz.
Burza w szklance wody?
W środę 2 kwietnia w Warszawie odbywał się mecz o Superpuchar Polski. Nie było jednak na nim Cezarego Kuleszy, który zdecydował się wcześniej udać do Belgradu. Spotkało się to ze sporą krytyką części środowiska piłkarskiego. Listkiewicz ocenia, że jego zdaniem Kulesza podjął dobrą decyzję.
- Zawsze tak jest przy wyborach, że ostatnia noc decyduje. Jakieś zakulisowe rozmowy, trzeba znaleźć czas dla wszystkich. Nie można powiedzieć "jestem śpiący". Nie dzień przed wyborami. Czasem Bońka, Laty czy mnie też nie było na Superpucharze. Po to się ma wiceprezesów - tłumaczy były prezes PZPN.
Jeśli Kulesza odniesie sukces w wyborach to będzie dopiero trzecim Polakiem, który będzie zasiadał w Komitecie Wykonawczym. Wcześniej członkiem tej jeszcze w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych był Leszek Rylski oraz od 2017 roku Zbigniew Boniek. Próbowali też Listkiewicz (2004) i Grzegorz Lato (2011), ale im się to nie udało.
- Ja raz próbowałem i przegrałem w dogrywce. Grzegorz Lato też uzyskał słaby wynik, co było krzywdzące, bo to ogromna legenda. Drugiego króla strzelców mundialu nie będziemy mieli w najbliższym czasie - opowiada Listkiewicz.
Listkiewicz zaznacza, że kibicuje Kuleszy w czwartkowych wyborach. Zaznacza że to po prostu bardzo ważne dla rozwoju polskiego futbolu, patrząc na to, co przez ostatnie osiem lat zrobił w Komitecie Wykonawczym Zbigniew Boniek.
- Zawsze będę popierał Polaka, który startuje do władz międzynarodowych. Obecność naszego rodaka pokazuje siłę naszego kraju na arenie międzynarodowej, niezależnie od tego, kto by to był. W historii tylko dwóch Polaków było w komitecie wykonawczym. Przez ostatnie osiem lat był to Zbigniew Boniek, który sporo zrobił dla naszej federacji. Może odchodzić z podniesioną głową. Wiele ważnych imprez w naszym kraju to jego zasługa - podsumowuje Listkiewicz.
Bez Polaka w Komitecie Wykonawczym polska najpewniej będzie otrzymywać mniej imprez międzynarodowych, a pozycja naszego kraju w europejskiej piłce po prostu spadnie.
Warto zaznaczyć, że stanowisko w KW UEFA wiąże się z wynagrodzeniem. Podczas poprzedniej kadencji było to 160 tys. euro rocznie, czyli ponad 667 tys. zł. Boniek zarabiał jednak więcej jako wiceprezes UEFA i inkasował 250 tys. euro, czyli nieco ponad milion złotych.
Komitet tworzy 20 członków: prezydent UEFA, 16 członków wybranych przez Kongres UEFA oraz dwóch działaczy wskazanych przez Europejskie Stowarzyszenie Klubów (ECA) i jeden przez Ligi Europejskie (EL). Kadencje członków Komitetu Wykonawczego UEFA są czteroletnie, ale co dwa lata dochodzi do wymiany połowy składu wybranego przez kongres. Członkiem KW można być tylko przez dwie kadencje.
49. Kongres UEFA w Belgradzie rozpocznie się o godz. 9:30 i ma trwać 3,5 godziny.
Lista kandydatów do Komitetu Wykonawczego UEFA:
1. Dominique Blanc (Szwajcaria)
2. Gabriele Gravina (Włochy)
3. Cezary Kulesza (Polska)
4. Marijan Kustić (Chorwacja)
5. Ari Lahti (Finlandia)
6. Armen Melikbekyan (Armenia)
7. Frank Paauw (Holandia)
8. Aivar Pohlak (Estonia)
9. Pedro Proença (Portugalia)
10. Hugo Kwaderer (Liechtenstein)
11. Hans-Joachim Watzke (Niemcy)
Arkadiusz Dudziak, dziennikarz WP SportoweFakty