W ostatnim GP Sao Paulo doszło do zgrzytu pomiędzy kierowcami Red Bull Racing. W końcówce wyścigu Sergio Perez dał się wyprzedzić Maxowi Verstappenowi, ale miał odzyskać pozycję na torze w sytuacji, w której Holendrowi nie udałoby się uporać z Fernando Alonso. Ostatecznie Verstappen zignorował jednak polecenia "czerwonych byków" i nie oddał miejsca Perezowi.
- Pokazał, jaki jest naprawdę - powiedział Perez o Verstappenie przez radio, a jego oburzenie było spotęgowane tym, że walczy o tytuł wicemistrza świata Formuły 1 i każdy punkt ma dla niego ogromne znaczenie.
Po kilku dniach od tamtych wydarzeń, Red Bull opublikował oświadczenie. W nim zespół zdradził, że Verstappen nie otrzymał początkowo informacji o konieczności oddania pozycji Perezowi. Ekipa z Milton Keynes wzięła winę za incydent na swoje barki. "Jako zespół popełniliśmy kilka błędów w Brazylii" - napisano w komunikacie.
ZOBACZ WIDEO: Mecz otwarcia na MŚ będzie już dla Polaków meczem o wszystko
"Nie przewidzieliśmy sytuacji, która rozwinęła się na ostatnim okrążeniu i nie uzgodniliśmy strategii na taki scenariusz przed wyścigiem. Niestety, Max został poinformowany w ostatnim zakręcie, by oddał pozycję. Nie otrzymał przy tym wszystkich niezbędnych informacji" - wskazano w oświadczeniu "czerwonych byków".
Zdaniem Red Bulla, zespół postawił Verstappena w trudnej sytuacji, bo kierowca miał niewiele czasu na reakcję. Po wyścigu w zespole miało dojść też do "otwartej" i "szczerej" dyskusji, dzięki której udało się rozwiązać spory i nieporozumienia, jakie istniały pomiędzy Holendrem a Meksykaninem.
"Zespół akceptuje argumentację Maxa, rozmowa z nim była kwestią wewnętrzną, a jej treść pozostanie pomiędzy ekipą a kierowcą. Nie będziemy w tej sprawie udzielać dalszych komentarzy" - podsumowano.
Wsłuchując się w komunikację inżynierów z kierowcami Red Bulla, oświadczenie zespołu jest zgodne z prawdą. Perez na sześć okrążeń przed metą usłyszał, że ma "nie walczyć z Maxem", po czym dał się wyprzedzić koledze z ekipy. W tym samym okresie Verstappen nie otrzymał żadnych wskazówek, jakoby miał później oddać pozycję Meksykaninowi.
Czytaj także:
Robert Kubica w Dakarze? To zdjęcie rozpali kibiców
Stracili miliony dolarów i kierowcę. Zespół F1 wyciągnął wnioski