Żużel. Były prezes chwali formułę IMME. "Nie rozumiem krytyków tej imprezy"

Materiały prasowe / PGE Ekstraliga / Na zdjęciu: Martin Vaculik, Zenon Plech
Materiały prasowe / PGE Ekstraliga / Na zdjęciu: Martin Vaculik, Zenon Plech

- Obsada w tym turnieju jest lepsza niż w Grand Prix. Jestem jego entuzjastą. Za rozczarowującą należy jednak uznać postawę niektórych zawodników - mówi WP SportoweFakty były prezes Polonii Bydgoszcz Leszek Tillinger.

Już w najbliższy piątek, 4 kwietnia Indywidualne Międzynarodowe Mistrzostwa Ekstraligi zawitają ponownie do Łodzi. To oznacza, że na następny turniej w gwiazdorskiej obsadzie po niedawno rozegranym Kryterium Asów nie trzeba będzie długo czekać. Po raz drugi z rzędu najskuteczniejsi zawodnicy ubiegłorocznych zmagań ligowych pojawią się na Moto Arenie.

- Przede wszystkim cieszę się, że gospodarzem tej imprezy będzie Łódź. Rok temu kibice stawili się tam tłumnie na trybunach. Obiekt jest nowoczesny i umożliwia pasjonujące ściganie. Z kolei lokalni fani będą mieli doskonałą okazję, jedną z nielicznych, by podziwiać na żywo najlepszych żużlowców świata. Przeniesienie IMME z Torunia do Łodzi to strzał w dziesiątkę. Warto popularyzować dyscyplinę. Nikt nie lubi oglądać pustych trybun - mówi WP SportoweFakty Leszek Tillinger były prezes Polonii Bydgoszcz.

Jego zdaniem nie ma faworyta

Rok temu turniej wygrał Bartosz Zmarzlik. Drugie miejsce zajął Tai Woffinden, a podium uzupełnił Leon Madsen. Dla pięciokrotnego indywidualnego mistrza świata to był trzeci triumf z rzędu.

- Wcale nie powiedziane, że i tym razem historia się powtórzy i Zmarzlik wygra. Początki sezonu rządzą się swoimi prawami. Tak naprawdę ten turniej może wygrać każdy. Świetnym przykładem na wzmocnienie takiej tezy są wyniki Kryterium Asów, w którym nie zabrakło niespodzianek. IMME to kolejna znakomita okazja dla zawodników, by lepiej wejść w sezon i sprawdzić się na tle wymagających rywali. Nie rozumiem tych, którzy chcą, by impreza zniknęła z kalendarza. Cieszę się, że się w nim znalazła - przyznaje były działacz.

Zarzuca niektórym brak profesjonalizmu

Tillinger nie kryje zadowolenia z formuły zawodów, ale ma zastrzeżenia do jego uczestników. - Szkoda, że nie wszyscy podchodzą do tej rywalizacji poważnie. Być może na stole nie leżą miliony, ale nie rozumiem zawodników, którzy jadą na pół gwizdka albo w ogóle starają się wymigać ze startu - ubolewa były prezes Polonii Bydgoszcz.

- Dzięki PGE Ekstralidze ci sami żużlowcy zarabiają ogromne pieniądze w rozgrywkach ligowych. Mogliby się odwdzięczyć, pokazując profesjonalizm. Tymczasem niektórzy kręcą nosem i narzekają na napięty kalendarz. Ja nie rozumiem takich głosów. Jeszcze kilkanaście lat temu zawodnicy byliby wdzięczni, że mają okazję się sprawdzić. Teraz czasy się trochę zmieniły. Nie mówię o wszystkich, ale postawa niektórych mnie rozczarowuje - dodaje nasz rozmówca.

Ściganie lepsze niż w Grand Prix?

Oprócz 14 najskuteczniejszych zawodników według średniej biegowej z ubiegłego sezonu, kibice zobaczą na starcie także Oskara Palucha i Roberta Chmiela, posiadacza dzikiej karty.

- Na obsadę nie można narzekać. Stawka jest mocniejsza od tej rywalizującej w Grand Prix. Notabene to źle świadczy o organizatorach indywidualnych mistrzostw świata, lecz to już temat na inną rozmowę. Mam tylko nadzieję, że tym razem wszyscy będą starali się walczyć o zwycięstwo i nikt nie będzie wyglądał, jakby przyjechał do Łodzi za karę. Liczę, że zobaczymy święto żużla - podsumowuje Leszek Tillinger.

Bogumił Burczyk, dziennikarz WP SportoweFakty

Komentarze (2)
avatar
Leszek PS SG
19 h temu
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Bo powinny być umowy. Jak w Anglii. Przynajmniej kiedyś. Pamiętam taką historię, gdy Stal walczyła o powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej. I jakiś ważny mecz był chyba przełożony, a lider dr Czytaj całość
avatar
obitroter
20 h temu
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Panie redaktorku na Motoarenie 2 o ile się nie mylę bo PIERWSZA jest w Toruniu!!!! 
Zgłoś nielegalne treści