Rywalizacja w podnoszeniu ciężarów na igrzyskach olimpijskich w Paryżu rozpoczęła się dopiero w środę 7 sierpnia. Na ten dzień zaplanowano zmagania w dwóch najlżejszych kategoriach. Pierwsze złoto w stolicy Francji wywalczył Chińczyk Li Fabin. Spore szanse na dokonanie takiej samej rzeczy miała Zhihui Hou.
27-latka broniła bowiem tytułu w kategorii do 49 kg kobiet. Pod nieobecność swojej rodaczki Huihua Jiang, która wygrywała dwie poprzednie edycje mistrzostw świata, Hou była największą faworytką do złota. O miejsce na podium powinny powalczyć również Rumunka Mihaela Cambei.
Początek rywalizacji nie był udany dla Hou, która spaliła pierwszą próbę w rwaniu. Drugie podejście Chinki do sztangi ważącej 89 kg było już udane, jednak zainkasowane w trzeciej kolejce 93 km okazało się nie do wyrwania. Problemów z zaliczaniem prób nie miała za to Cambei, która wyrwała kolejno 89, 91 i 93 kg, co na półmetku rywalizacji dało jej prowadzenie.
ZOBACZ WIDEO: "Prosto z Igrzysk". Wołosz ma plan na siebie po zakończeniu kariery. "Przewinęło mi się przez uszy"
Główna faworytka do złota po pierwszej części dwuboju miała więc 4 kg straty do prowadzącej Rumunki. Tylko kilogram straty do Chinki miały z kolei Tajka Sorudchana Khambao i Hinduska Chanu Saikhom Mirabai. Wszystko miał rozstrzygnąć podrzut.
Tak się też stało, choć Rumunka nie ułatwiła rywalce zadania. Cambei zaliczyła kolejno 106, 110 i 112 kilogramów, co dało jej prowadzenie z łącznym rezultatem 205 kg. Chinka musiała tym samym podrzucić 117 kg i choć przy pierwszym podejściu jej się to nie udało, ostatnia próba całej rywalizacji dała jej powodzenie. Dzięki temu pobiła rekord olimpijski w podrzucie.
Zhihui Hou obroniła tym samym tytuł mistrzyni olimpijskiej i wywalczyła złoto z łącznym wynikiem 206 kg. Srebro zdobyła Cambei, a brąz powędrował do Tajki Khambao (200 kg w dwuboju).
Kategoria do 49 kg kobiet:
1. Zhihui Hou (Chiny) - 206 kg (89+117)
2. Mihaela Cambei (Rumunia) - 205 kg (93+112)
3. Sorudchana Khambao (Tajlandia) - 200 kg (88+112)
Zobacz także:
Polacy odpadli w repasażach, a Amerykanin pokazał moc. Zbliżył się do rekordu świata
"Bolało". Ten wpis ambasady USA po meczu już niesie się po sieci