"Nafciarze" pojechali do Nantes po awans. W pierwszym meczu wypracowali sobie trzy bramki przewagi, z którymi udali się do Francji na rewanż. Taki wynik zapowiadał ogromne emocje. W zasadzie pewne było, że ten mecz będzie toczył się na żyletki, a kluczowe może okazać się każde trafienie. Tak jak przed dwoma laty, gdy o awansie do ćwierćfinału decydowały rzuty karne.
HBC Nantes błyskawicznie przystąpiło do odrabiania strat. Już w 5. minucie wyszło na prowadzenie 4:1. Bramkę zamurował Ivan Pesić, który zatrzymywał szczypiornistów Orlen Wisły Płock w dogodnych sytuacjach, które nie powinny być zmarnowane w takim meczu. Każda kolejna akcja wywoływała mnóstwo emocji wśród zawodników jak i żywiołowej publiczności.
ZOBACZ WIDEO: Były kadrowicz stworzył niesamowitą grę. Siatkówka bez wstawania z kanapy
Nantes jednak nie zamierzało się zatrzymywać. Napędzane przez miejscowych fanów szło za ciosem. Po zaledwie ośmiu minutach Ayoub Abdi miał już trzy bramki. Co mogło być mocno niepokojące, wicemistrzowie Francji łatwo rozmontowywali w ataku pozycyjnym obronę "Nafciarzy". Szybko dochodzili do klarownych sytuacji, które zazwyczaj wykorzystywali i absolutnie zasłużenie prowadzili po pierwszym kwadransie 9:4.
Za to Orlen Wisła miała ogromne problemy w ofensywie. Praktycznie każdy atak pozycyjny kończył się grą pasywną, stratą lub rzutem na wiwat. Efekt był taki, że po dwudziestu pięciu minutach "Nafciarze" mieli zaledwie sześć bramek. Nantes wykorzystało to i po trafieniu prowadziło Ayouba Abdiego pod koniec pierwszej połowy już 15:7.
Xavier Sabate miał ogromny problem, bo Orlen Wisła nie przypominała już tego zespołu, który zaliczył w tym roku wielkie mecze w Lidze Mistrzów. Nantes robiło co chciało, wpadało im dosłownie wszystko i prowadziło po trzydziestu minutach 17:8. W zespole mistrzów Polski nie funkcjonowało praktycznie nic.
Wicemistrzowie Francji ujarzmili rozgrywających mistrzów Polski. Tomas Piroch był w zasadzie wyłączony z gry, Gergo Fazekas nie miał pomysłu na rozmontowanie szczelnej defensywy Nantes, a Zoltan Szita często ratował się rzutami rozpaczy. Żaden z zawodników Orlen Wisły nie rzucił więcej niż dwóch bramek. Swoje dołożył także kapitalny Ivan Pesić, który po pierwszej połowie miał 52 procent skuteczności interwencji.
W drugiej połowie było trzeba wznieść się na wyżyny, żeby zatrzymać rozpędzone Nantes. Ale już początek drugiej części gry pokazał, że Orlen Wisła nie jest w stanie wejść na poziom prezentowany przez wicemistrzów Francji. W 40. minucie zrobiło się już 21:10. Sytuacja była już zatem beznadziejna.
Nantes zaczęło jednak od 40. minuty lekko słabnąć. Musiało w końcu ponieść koszty tak intensywnej gry. Złapało kilka dwuminutowych kar, co odbiło się na wyniku, bo "Nafciarzom" udało się dojść zmniejszyć straty. Zrobiło się 23:16, co wprowadziło lekką nerwowość w szeregach drużyny prowadzonej przez Gregorego Cojeana.
Nantes jednak miało wszystko pod kontrolą. W samej końcówce trochę bramek porzucał im Filip Michałowicz i zrobiło się na dwie minuty przed końcem 28:23, ale to wciąż było za mało. Ciężko było odrabiać "Nafciarzom" straty, jeśli w bramce rywali stał Ivan Pesić, który wyłapywał każdą ważną piłkę. Ostatecznie zabrakło bardzo niewiele Orlen Wiśle, bo dwóch bramek do doprowadzenia do rzutów karnych. HBC Nantes awansuje do ćwierćfinału Ligi Mistrzów po zwycięstwie w drugim meczu 29:24, a w dwumeczu 54:52.
HBC Nantes - Orlen Wisła Płock 29:24 (17:8)
Wynik dwumeczu 54:52 dla HBC Nantes
Nantes: Pesić, Biosca - Abdi 6, Rivera 5, Bos 5, Briet 4, Odriozola 3, Tournat 2, Gaber 2, Nyateu 2, Noam 1, Yoshida, Milosavljević.
Wisła: Hallgrimsson, Alilović - Daszek 3, Piroch 5, Janc 1, Serdio, Susnja 3, Fazekas 2, Krajewski, Terzić, Dawydzik, Mihić, Szita 4, Michałowicz 6, Zhitnikov.
Bardzo nieprzyjemne typy