Wielki wstyd. Profanacja świątyni polskiej piłki [OPINIA]

WP SportoweFakty / Stadion Narodowy - meczu Superpucharu Polski
WP SportoweFakty / Stadion Narodowy - meczu Superpucharu Polski

Brakowało jedynie, by mecz o Superpuchar Polski odbył się 1 kwietnia, w prima aprilis. Bo cała otoczka związana z rozegraniem tego spotkania była jednym wielkim żartem.

Dawno nie widziałem tak smutnej scenerii podczas wydarzenia, które za kilka lat będzie wspominane przez piłkarzy Jagiellonii Białystok jako jeden z przyjemniejszych momentów w karierze. Drużyna Adriana Siemieńca w ciągu roku sięgnęła po drugie trofeum - po mistrzostwie Polski wygrała Superpuchar kraju.

Za jakiś czas zawodnicy "Jagi" będą mogli powiedzieć z dumą: "Dokonaliśmy czegoś dużego". Ale za chwilę przypomną sobie, w jakich okolicznościach świętowali pokonanie Wisła Kraków (1:0) na Stadionie Narodowym.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Aż miło popatrzeć. Takie gole nie padają często!

Podczas wręczenia medali i wzniesienia trofeum, na trybunach została garstka ludzi, może kilkudziesięciu, z podniesionymi szalikami w żółto-czerwonych barwach. Oprócz spikera i muzyki puszczanej z głośników z wysokości trybun można było usłyszeć rozmowy zawodników. Absolutnie nie przypominało to finału dużej imprezy, bardziej próbę mikrofonu i nagłośnienia. Klimat bardziej oddawał czasy dawnego Jarmarku Europa pełniącego rolę targowiska na zniszczonym Stadionie Dziesięciolecia.

Piłkarze z Białegostoku mogli poczuć się jak na początku swojej drogi w piłce, gdy w wieku juniorskim wygrywali lokalne turnieje, a przy barierkach wokół murawy dopingowali ich rodzice i znajomi.

Feta piłkarzy Jagiellonii po zdobyciu Superpucharu Polski
Feta piłkarzy Jagiellonii po zdobyciu Superpucharu Polski

Mecz obejrzało oficjalnie 10 935 widzów, z czego zdecydowaną większość stanowili kibice Wisły Kraków. Dużo mówi się o tym, że PZPN rozdawał bilety lokalnym akademiom. Fakty są takie, że była to najgorsza frekwencja na Stadionie Narodowym w historii. Brakowało jedynie, by mecz o Superpuchar Polski odbył się 1 kwietnia, w prima aprilis. Bo cała otoczka związana z rozegraniem tego spotkania, z ustalaną od ośmiu miesięcy datą, była jednym wielkim żartem.

Gdy sędzia zakończył spotkanie, dolna trybuna za bramką momentalnie opustoszała. Fani Wisły wsiedli w auta, pociągi i udali się do domów. To jednak i tak fani z Krakowa uratowali to spotkanie, prowadząc głośny doping w czasie gry. W innym przypadku mielibyśmy do czynienia z totalną kompromitacją.

Nie zmienia to jednak faktu, że Superpuchar Polski znowu zaczyna być traktowany jako zbędne i niechciane trofeum. Jak przed laty, gdy Legia Warszawa wystawiała rezerwowy skład na mecze między innymi z Zawiszą, Arką i Cracovią, by tylko odhaczyć wydarzenie. I przegrywała.

Coś, co powinno być dla zawodników momentem wyjątkowym, zostało sprowadzone do miana odbębnienia pańszczyzny. Termin spotkania ustalany był od początku sezonu i ostatecznie przypadł w mało komfortowym czasie - w środku tygodnia, o godzinie 21.00. W momencie, gdy zainteresowanie kibiców i klubów skierowane jest w inne miejsce. Wisła walczy o powrót do ekstraklasy, natomiast Jagiellonia o obronę mistrzostwa kraju, a za chwilę zaczyna walkę w ćwierćfinale Ligi Konferencji.

Kibice Wisły Kraków na Stadionie Narodowym
Kibice Wisły Kraków na Stadionie Narodowym

Do tego doszła kwestia bojkotu spotkania przez kibiców Jagiellonii. Z jednej strony, według przepisów, mecz powinien odbyć się na obiekcie mistrza kraju. Problem w tym, że na swój stadion Jagiellonia nie chciała wpuścić bojkotowanych w Polsce fanów Wisły. Dlatego PZPN przeniósł mecz na Stadion Narodowy, by jakkolwiek wyjść z twarzą z tej sytuacji. Nie było to złe rozwiązanie, Cezary Kulesza zrobił ukłon w stronę Wisły, ale otrzymał cios z drugiej strony. Delegacja z jego rodzinnego Białegostoku została w domach.

Źle patrzyło się na niemal pusty obiekt, który na ogół kojarzy się z podniosłym wydarzeniem - najczęściej świętem narodowym, bo w Warszawie swoje mecze od lat rozgrywa reprezentacja Polski. Latem na Stadionie Narodowym odbył się także Superpuchar Europy, przyjechały gwiazdy Realu Madryt. A ostatnie finały Pucharu Polski rozgrywane na tym obiekcie także zamieniały się w piłkarskie święto ultrasów.

Czas, by Superpucharowi Polski również nadano rangę i prestiż. Taka farsa nie powinna mieć już więcej miejsca. Środowe spotkanie pokazało kompleksowo, jak nie powinno się organizować wydarzeń sportowych. Pod względem wizerunkowym była to profanacja w świątyni polskiej piłki.

Mateusz Skwierawski, dziennikarz WP SportoweFakty

Komentarze (15)
avatar
Piotr Piotr
4.04.2025
Zgłoś do moderacji
1
0
Odpowiedz
Mecze mają być rozgrywane bez nożowników ! Reprezętacja ma grać w całej Polsce, bo to reprezętacja całego kraju. A zadymianie stadionów, powinno być karane 2 razowym nie wpuszczaniem kibiców. 
avatar
Teodor m23
4.04.2025
Zgłoś do moderacji
3
1
Odpowiedz
Tylko Arka, Areczka znowu dziś, strzeliła bramkę, a później trzecią, warto było przyjść.....eeejjjjaaaoooo, eeejjjaaaoooo.
Zapraszamy na stadion Arki - tam Gdynianie uczą innych na czym polega
Czytaj całość
avatar
kporucznik111
3.04.2025
Zgłoś do moderacji
8
1
Odpowiedz
świątynia futbolu. Dawna się tak nie uśmiałem. 
avatar
Andrzej M.
3.04.2025
Zgłoś do moderacji
10
1
Odpowiedz
frekwencja dobitnie odzwierciedla poziom naszych kopaczy i jakość PZPN 
avatar
Wiesław Bujalski
3.04.2025
Zgłoś do moderacji
5
0
Odpowiedz
Pierdoły. Wystarczy sprawdzić frekwencję w Białymstoku.
Piękny stadion, mistrzostwo, a na trybunach trochę pikników. 
Zgłoś nielegalne treści