Superpuchar Polski pomiędzy Jagiellonią Białystok a Wisłą Kraków (1:0) nie był meczem, o którym kibice będą mówić miesiącami. Mimo wielu strzałów ze strony drużyny Mariusza Jopa, żaden z nich nie znalazł się w siatce, a niestety większość nawet nie leciała w światło bramki.
- Mecz był bardzo wyrównany i fajny do oglądania. Cieszę się, że po trudnym meczu wygraliśmy, bo to jednak było dla nas najważniejsze. To bardzo fajne uczucie - mówi po meczu Mateusz Skrzypczak.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Aż miło popatrzeć. Takie gole nie padają często!
Wisła Kraków, mimo że gra na drugim poziomie rozgrywkowym w Polsce pokazała się z bardzo dobrej strony i na pewno nie wyglądała gorzej niż mistrz PKO Ekstraklasy.
- Wisła to nie jest słaba drużyna i pokazali swoje umiejętności. Chcielibyśmy wygrać to spotkanie bardzo łatwo 4:0 albo 5:0. Natomiast nigdy to tak nie wygląda i musieliśmy pokazać swoją wyższość na boisku, co pozwoliło nam wygrać trofeum - dodaje środkowy obrońca Jagiellonii.
W jednej z akcji Łukasz Zwoliński stanął sam na sam z pustą bramką, ale jego strzał bardzo dobrym wślizgiem zablokował nasz rozmówca Mateusz Skrzypczak. Wiślak ocenił tę interwencję jako "reprezentacyjną".
- Miło, że tak powiedział. Musiałem się ratować wślizgiem, bo inaczej pewnie stracilibyśmy gola. Cieszę się także, że miałem okazję zagrać na tak doświadczonego napastnika, jak Łukasz Zwoliński, bo to trudny rywal, który świetnie się ustawia - kończy 24-latek.