"Uśmiercili" piłkarza za życia. Tak wybrnęli z kompromitującej sytuacji

Materiały prasowe / Arda Kyrdżali / Na zdjęciu: Petko Ganczew
Materiały prasowe / Arda Kyrdżali / Na zdjęciu: Petko Ganczew

Petko Ganczew, którego niedawno "uśmiercono" podczas meczu, osobiście odebrał honory od klubu Arda Kyrdżali. To zaskakujące wydarzenie miało miejsce po tym, jak bułgarski klub przeprosił za wcześniejszą pomyłkę.

W tym artykule dowiesz się o:

Skandaliczna wpadka miała miejsce w połowie marca podczas meczu Arda Kyrdżali - Lewski Sofia w ramach 25. kolejki Efbet Ligi. Przed pierwszym gwizdkiem ogłoszono minutę ciszy w celu upamiętnienia śmierci Petko Ganczewa. Szybko okazało się jednak, że były piłkarz Ardy żyje, a klub wystosował przeprosiny do zawodnika i jego rodziny.

Przed środowym spotkaniem z Czerno More Warna, pierwszym na własnym stadionie od momentu tej wpadki, Arda postanowiła się zreflektować. Klub przeprosił za wcześniejszą pomyłkę samego 78-latka, który był gościem specjalnym na trybunach. Jego była drużyna cieszyła się z pewnego zwycięstwa 4:0.

ZOBACZ WIDEO: Polka pojechała do Ekwadoru. Tam zaprezentowała swoje popisy

Klub Arda Kyrdżali ponownie wyraził głębokie ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji. "Jeszcze raz przepraszamy Petko Ganczewa za gafę sprzed dwóch tygodni" - czytamy w oficjalnym oświadczeniu. Podkreślono w nim, że doszło do nieporozumienia, które zostało już wyjaśnione.

Ganczew, mimo całego zamieszania, przyjął przeprosiny i podziękował za wsparcie. Dodatkowo został otrzymał prezent w postaci koszulki ze swoim nazwiskiem. W rozmowie z bułgarskimi mediami zdradził, że po wpadce klub otrzymał mnóstwo telefonów, a sam... napił się brandy.

Arda już po pierwszej połowie prowadziła 3:0. Co ciekawe wszystkie te trafienia padły w zaledwie 19 minut. Wynik meczu ustalił Swietosław Kowaczew w 48. minucie.

Komentarze (0)
Zgłoś nielegalne treści