Na początku 2025 roku Luke Littler został najmłodszym mistrzem świata w darcie w historii. Zarobił dzięki temu 500 tys. funtów. Od przyszłego roku organizacja PDC powiększyła pulę nagród z 17 do 25 mln funtów. Tym samym zwycięzca otrzyma okrągły milion, a przegrany finału wzbogaci się o 400 tys. funtów.
Kwoty te mogą robić wrażenie. Były darter Matthew Edgar w mediach społecznościowych pokazał jednak, że nagrody nie wpływają w całości na konta graczy. Edgar trzy razy występował w mistrzostwach świata. Raz awansował do drugiej rundy, a w pozostałych wypadkach nie udało mu się wygrać ani jednego meczu.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Joanna Jędrzejczyk i jej nowa pasja. Nie zgadniesz, co kupiła
Za swoje trzy występy powinien zarobić łącznie 30 tys. funtów. Na jego konto wpłynęła jednak znacznie mniejsza kwota. Pokazał to na przykładzie startu w 2020 roku. Przegrał w pierwszej rundzie. Odpadniecie z turnieju na tym etapie było wówczas związane z nagrodą finansową w wysokości 7,5 tys. Jest jednak haczyk.
- To nie jest kwota, którą dostajesz na rękę. Wszyscy zawodnicy PDC są "samozatrudnieni", formalnie nie są pracownikami PDC. Są potrącenia. PDC od każdej nagrody pobiera 2 proc. Dotyczy to wszystkich, od graczy z Challenge Touru po mistrzów świata. Do tego dochodzą składki członkowskie – 500 funtów rocznie, plus opłata DRA, czyli organizacji regulacyjnej - wyjaśniał.
Aby zilustrować swoje słowa, pokazał pasek wypłaty za mistrzostwa świata w 2020 roku. Łącznie potrącono mu 700 funtów. Zarobił więc 6,8 tys. funtów.
Na tym jednak nie koniec. Edgar podkreślał, że musiał samodzielnie ponosić koszty związane z transportem i zakwaterowaniem. Zawodnik szacował więc, że po odliczeniu tych sum za mistrzostwa świata w 2020 roku zarobił "na czysto" około 5,2 tys. funtów.