Był moment, w którym Cleveland Cavaliers prowadzili w piątek z San Antonio Spurs różnicą 23 punktów. Ale o końcowy triumf musieli drżeć do ostatnich sekund.
Dosłownie, bo Harrison Barnes miał rzut na zwycięstwo spod kosza równo z końcową syreną. Piłka nie wpadła jednak do kosza, a winno-złoci triumfowali w Teksasie 114:113, odnosząc już 62. sukces w kampanii 2024/2025. Są liderami Konferencji Wschodniej.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Joanna Jędrzejczyk i jej nowa pasja. Nie zgadniesz, co kupiła
Donovan Mitchell rzucił 26 punktów, a środkowy Evan Mobley skompletował solidne double-double (25 punktów, 12 zbiórek). Gościom nie przeszkodził nawet fakt, że popełnili 15 strat.
Spurs do końca sezonu grać będą już bez Victora Wembanyamy i De'Aarona Foxa, a trzeci mecz z rzędu w piątek opuścił Jeremy Sochan. Jedyny Polak w NBA ma problemy z plecami.
Gospodarzom na nic zdały się 24 punkty Devina Vassella czy 22 oczka, dziewięć zbiórek i 11 asyst rewelacyjnego w tym sezonie debiutanta Stephona Castle'a. Spurs z bilansem 32-45 są na 13. miejscu w Konferencji Zachodniej i nie mają już szans na chociażby fazę play-in.
Wynik:
San Antonio Spurs - Cleveland Cavaliers 113:114 (28:38, 22:29, 32:24, 31:23)
(Vassell 24, Barnes 22, Castle 22 - Mitchell 26, Mobley 25, Garland 19)