Po bandzie: To nie gra komputerowa [FELIETON]

WP SportoweFakty / Tomasz Jocz / Na zdjęciu: Tai Woffinden w rozmowie z Łukaszem Benzem
WP SportoweFakty / Tomasz Jocz / Na zdjęciu: Tai Woffinden w rozmowie z Łukaszem Benzem

- To kwestia wyboru, co ważniejsze. Dwa komplety kombinezonów, odwodnienie liniowe, nowy wystrój boksów, monitory, gra komputerowa czy może nowe mocowanie płotu - pisze w swoim felietonie Wojciech Koerber.

Wypadek Taia Woffindena stał się, oczywiście, przyczynkiem do rozmów na wielu płaszczyznach, egzystencjalnej, infrastrukturalnej, finansowej...

Egzystencjalnej, bo mamy przecież do czynienia z tragedią rodzinną, a grubość i zawartość kartoteki szpitalnej mistrza świata jest powszechnie znana. Choć na stawianie pytań o sens dalszego funkcjonowania w żużlu nie czas i miejsce.

ZOBACZ WIDEO Mrozek ostro odpowiada Komarnickiemu. "Zlepek powalczy"

Jasnym jest, że powraca temat mocowania band pneumatycznych do podłoża, bo kiedy jak nie teraz, po kolejnym dramacie z tym związanym. Tym bardziej, że projekty od dawna leżą na stole. Wiem, bo sam taki swego czasu dostałem na mejla. Zatem jest to po prostu kwestia wyboru, co ważniejsze. Dwa komplety kombinezonów, horrendalnie drogie odwodnienie liniowe, nowy wystrój boksów, monitory w każdym z nich, gra komputerowa czy może jednak kolejne unowocześnienie płotu okalającego arenę walki.

Bo żużel to nie gra komputerowa. Tu życie ma się jedno, nie siedem.

Żeby była jasność - nie zamierzam teraz wykorzystywać okoliczności i krytykować jak leci tych wszystkich inwestycji. Gdybym zarządzał polskimi rozgrywkami, też z pewnością chciałbym je rozwijać - nomen omen - wielotorowo. By do sponsorów iść z mocną kartą przetargową w postaci teczki pełnej dowodów na ciągłą profesjonalizację produktu. Bo sponsorzy to najczęściej ludzie, którzy sami coś stworzyli. Którzy też mieli wizję oraz umiejętności i zacięcie, by tę wizję zrealizować. Zatem te nowości mogliby kupić i docenić. Natomiast rozwiązaniem mocującym bandę do podłoża tak samo można by się pochwalić. Tym bardziej, że bylibyśmy prekursorami. My, Polacy, a nie np. Nowozelandczyk. Bezpieczeństwo jest ważniejsze od efekciarstwa.

Podczas zeszłorocznej, finałowej rundy Indywidualnych Mistrzostw Europy w Chorzowie furę szczęścia miał Maciej Janowski. Też wpadł pod bandę i zaparkował na metalowej, budowlanej konstrukcji bez amortyzacji. Celowo zwracałem na to uwagę już w czasie transmisji na żywo w TVP Sport. Wykonałem zdjęcia, zamieściłem w sieci. Polajkowano i zapomniano. Janowski cały, ofiary nie ma, tematu też. Jedziemy dalej...

Choć nie liczmy na idealne rozwiązania, gdy zawodnicy zbliżają się do bandy na pełnej prędkości i na stalowych motocyklach. Bywa i tak, że uderzająca maszyna rozrywa najpierw dmuchawca, a człowiek trafia już w materiał bez powietrza. Możliwości jest multum, raz jedno rozwiązanie się sprawdzi, innym razem okaże się gwoździem do... To jest żużel. Woffindena nie pogrążyło najbardziej uderzenie w bandę, lecz dwoma motocyklami. A na takiego pecha ciężko wynaleźć receptę.

Niektórzy skręcili też w kierunku krytykowania przedsezonowych sparingów, z czym trudno się zgodzić. Bo to nie tory są niebezpieczne, tylko żużel sam w sobie. Choć przyjmuję do wiadomości, że podczas sparingów właśnie dochodzi najczęściej do współzawodnictwa zawodników doświadczonych z początkującymi. Niektórzy łatają skład, a niektórzy po prostu próbują się rozwijać, stawiając czoła lepszym... I dochodzi do tragedii. Myślę, że na to zawodowcy zaczną zwracać baczniejszą uwagę. By szykując się do sezonu i szukając walki spod taśmy w kontakcie, Kołodziej stawał na starcie z Zengotą i Cookiem, a nie z żółtodziobami, po których można się spodziewać wszystkiego.

Z żużlowcami jest tak samo, jak z nami na drodze - każdy liczy, że wypadek zdarzy się komuś innemu. Choć jest grupa zawodników, której zdarza się to częściej.

Aha, powiedźcie takiemu Klindtowi, który nie znalazł jeszcze roboty, że w tym roku sparingów nie będzie. I co on ma pokazać ewentualnym przyszłym pracodawcom? Stare nagrania z youtube'a wysłać?

No i wypadek Woffindena ma też, rzecz jasna, konsekwencje finansowe. Nie tylko dla samego zawodnika. Nawet jeśli ktoś powie, że niezręcznie jest teraz, przy łóżku Taia, o tym rozprawiać, to temat istnieje. Bo zawodnik ma swój biznes, a klub swój. Klub, który zapłacił pracownikowi określoną sumę pieniędzy, powiedzmy, że milion, a teraz pracownik nie będzie w stanie świadczyć swoich usług. Gdzie zatem znaleźć kolejny milion na zastępcę? No i gdzie go szukać? Choć to już akurat ryzyko zawodowe. Urazu może się nabawić każdy żużlowiec w każdej chwili.

Świeża jest sprawa Jasona Doyle'a, któremu klub z Grudziądza, z tego właśnie powodu, kazał zwrócić przeszło 400 tysięcy złotych. I ja to rozumiem. Choć klub z Wrocławia stać było - i finansowo, i duchowo - by z tego samego powodu nie podliczać za zeszły sezon Woffindena. Umówmy się jednak, że Doyle w Grudziądzu był tylko sezonowym najemnikiem, natomiast Woffinden we Wrocławiu pozostaje postacią pomnikową wzmacnianą od trzynastu lat.

Po sprawie Doyle'a, ale też Madsena, Michelsena i Drabika pod Jasną Górą - tu akurat staję po stronie zawodników - zaczęły się pojawiać pomysły, by mniej im płacić przed sezonem, za to by solidniejsze stawki podnosili z toru. Na pierwszy rzut oka wydaje się to rozwiązaniem dość rozsądnym - jaka praca, taka płaca. Tylko nie bardzo wierzę, że tak się da. No bo czym prezesi mogą skusić zawodnika?

Oczywiście, wielką kasą za podpis.

Wojciech Koerber

Komentarze (2)
avatar
Don Ezop Fan
20 h temu
Zgłoś do moderacji
3
1
Odpowiedz
Czesc Wojtek. Ty wiedziales, ze Czekanski nie ukonczyl studiow? Podobno powiedzial pass na piatym semetrze z powodu choroby oczu. Nic sie nie zmienia ten nasz Ermol. Dalej sciemnia jak sciemnia Czytaj całość
avatar
Wito6161
22 h temu
Zgłoś do moderacji
3
0
Odpowiedz
Bezpieczeństwo na torach poprawia się z roku na rok ale to jest sport bardzo ryzykowny. Jak jest 10 000 za punkt to jeżdżą nawet z połamanymi kończynami. Niektórzy już dawno powinni zakończyć k Czytaj całość
Zgłoś nielegalne treści