Szczęsny i Barcelona, czyli symbioza idealna. Pena jest skończony [OPINIA]

Getty Images / Jose Breton/Pics Action/NurPhoto / Na zdjęciu: Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski
Getty Images / Jose Breton/Pics Action/NurPhoto / Na zdjęciu: Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski

FC Barcelona awansowała do finału Pucharu Króla, gdzie już czeka na nią Real. W środę "Barca" pokonała Atletico jego własną bronią: strzeliła gola i "zabiła" mecz. Pokazała, że wcale nie myśli wygrywać w pięknym stylu. Tym razem cel uświęcał środki.

W ostatnich tygodniach FC Barcelona grała bardzo efektownie. We wszystkich rozgrywkach drużyna Hansiego Flicka imponuje fantazją, rozmachem i skutecznością. Prezentuje futbol przyjemny dla oka. Taki, który uwielbiają kibice.

Można się zachwycać tym jak drybluje Lamine Yamal, jak skuteczny jest Robert Lewandowski, jak kapitalnie broni Wojciech Szczęsny, jaki ciąg na bramkę ma Raphinha albo jak genialnymi muśnięciami rozgrywa piłkę godny następca Andresa Iniesty Pedri.

ZOBACZ WIDEO: 41 lat na karku, ale nadal to ma! Tego gola trzeba zobaczyć

Swoją potężną siłą w ofensywie "Barca" potrafi "zamieść podłogę” niemal każdym rywalem, o czym boleśnie przekonał się nawet Real Madryt i to ostatnio dwukrotnie. Najpierw przegrywając jesienią na własnym stadionie ligowe El Clasico 0:4, a później, już wiosną, finał Superpucharu 2:5.

Ale ta zachwycająca w kreacji Barcelona też ma swoje miękkie podbrzusze, w które jest łatwo ją ugodzić. Dzieje się to wówczas, gdy myśl o atakowaniu tak mocno "Barcę" zafascynuje, że zapomina o bronieniu własnej bramki. Wtedy ekipa Hansiego Flicka często nadziewa się na kontry, wobec których jest bezradna jak dziecko. I - co gorsza - zawsze jest takim rozwojem wypadków zaskoczona. W ten sposób potrafili Barcelonę skaleczyć nie tylko wielcy, renomowani rywale, ale nawet takie zespoły jak Girona czy Leganes.

A skoro w sztuce kontrataku nieźle radzili sobie z Barceloną ligowi przeciętniacy, to co dopiero powiedzieć o piekielnej machinie Diego Simeone? Bo Atletico Madryt to jest drużyna wręcz stworzona do wojny podjazdowej. Potrafi przygnieciona przez rywala wytrwać bardzo długo bez straty gola, a później wyprowadza - niczym kobra - śmiercionośny atak.

O tym jak ten "partyzancki" sposób walki na boisku wygląda z bliska, przekonała się Barcelona w pierwszym półfinałowym meczu Pucharu Króla.

W tamtym spotkaniu sprzed ponad miesiąca, "Blaugrana" powadziła już 4:2 i absolutnie dominowała na boisku. Mogła zdobyć nawet kilka kolejnych goli, ale nie zdobyła. Poczuła się pewna zwycięstwa, a to był taki błąd, jak odwrócenie się plecami do śmiercionośnej kobry. Sześć minut przed końcem tamtego meczu Atletico zdobyło bramkę na 3:4, a w doliczonym czasie gry wyrównało wynik rywalizacji na 4:4.

Jeśli powinieneś wygrać mecz kilkoma bramkami, a w ostatnich sekundach tylko go remisujesz, kończysz wieczór z poczuciem porażki i absmaku.

Więc planem Barcelony na rewanż w Madrycie było hasło: uważność. Atakujemy, ale też jesteśmy czujni w defensywie. A Hansi Flick jeszcze dorzucił do tego swój pomysł, żeby dużą intensywnością gry od początku meczu odepchnąć Atletico od własnej bramki.

Dlatego właśnie niemiecki trener posadził na ławce rezerwowych - co było sporą niespodzianką - Roberta Lewandowskiego. Jego zmiennik Ferran Torres jest dużo młodszy i ma więcej sił by biegać do rywali w wysokim pressingu. Poza tym Hiszpan jest ostatnio w kapitalnej dyspozycji.

Flick miał rację i to podwójnie. Po pierwsze, bo zespół Simeone długo nie był w stanie poważnie zaatakować Barcelony, a po drugie, bo Ferran Torres szybko potwierdził swoją skuteczność golem w 27. minucie środowego meczu.

Tu trzeba dodać, że określenie drużyny Simeone zespołem grającym z kontry byłoby i nieprawdziwe, i krzywdzące. Bo "Atleti" potrafi też całkiem sprawnie prowadzić grę i budować atak pozycyjny. Im bliżej było do końca środowego spotkania tym częściej gospodarze z Madrytu musieli korzystać z tej formy gry w ofensywie.

Ale do doskonałości Barcelony w tym elemencie bardzo im daleko. Tym bardziej, że Flick utrudnił zadanie rywalom, wprowadzając na boisko w 74. minucie Roberta Lewandowskiego. Polak gola nie strzelił, ale pokazał, że ma jeszcze trochę zdrowia i kiedy potrzeba to powalczy o piłkę nawet wślizgiem. Lepiej nie liczmy mu lat. Liczmy mu gole, sukcesy, trofea. A zapowiada się, że w tym sezonie coś nie coś do swojego dorobku dorzuci.

Przed środowym rewanżem półfinału Pucharu Króla dużo mówiło się, że w tym meczu szczególnie ważna będzie postawa bramkarza Barcelony, bo będzie miał dużo roboty. Wojciech Szczęsny nie był co prawda bezrobotny, ale też nie był jakoś szczególnie zapracowany. Zagrał pewnie i przedłużył swoją niesamowitą serię - z Polakiem w bramce "Barca" nie przegrywa. I to od początku 2025 roku.

Co prawda, media mielą bez przerwy temat, że po powrocie do pełni formy ter Stegena Hansi Flick będzie miał nie lada dylemat, na którego golkipera w końcówce sezonu postawić, ale to tylko czcza paplanina, żeby zrobić trochę ruchu w internecie. Niemiecki trener musiałby być szalony, żeby zmieniać bramkarza. A Flick wygląda na bardzo zrównoważonego człowieka. Szaleństwo nie leży w jego charakterze.

A kto ma wątpliwości co do pozycji Wojtka u niemieckiego szkoleniowca, może obejrzeć filmik z jednego z ostatnich treningów. Widać na nim, że gdy na zajęcia na boisku wychodzi Inaki Pena, Hansi Flick "taktycznie" odwraca się do niego plecami i nagle rozpoczyna rozmowę z innymi członkami sztabu szkoleniowego. Ale kiedy na plac wchodzi Wojtek, niemiecki trener z rozchmurzoną twarzą podchodzi do Polaka, zagaduje, razem żartują, wybuchają śmiechem. Symbioza idealna.

Pena jest w Barcelonie skończony, to pewne. Wiedzą to już wszyscy. A ter Stegen? On wie już dzisiaj jedno: będzie mu bardzo trudno wrócić do bramki Barcelony. Szczęsny zajął ją całą.

Jak ter Stegen zniesie siedzenie na ławce? Flick pokazał na przykładzie Peni, że z niezadowolonymi żegna się bez żalu. Szef w drużynie jest tylko jeden. Dla ter Stegena najbliższe nie tylko tygodnie, ale nawet miesiące, to będzie lekcja pokory. Lepiej dla niego, żeby był pilnym uczniem.

Dariusz Tuzimek, WP SportoweFakty

Komentarze (47)
avatar
Janusz sport
6 h temu
Zgłoś do moderacji
2
1
Odpowiedz
JAKIEŚ BZDURY TEN ARTYKUŁ , LEWANDOWSKI DOBRZE ŻE NA ŁAWECZCE TYLKOPO CO ON NA 20 MIN NA BOISKU TO WIELKA KOMPROMITACJA JEGO POAZÓWKA NIEUDOLNOŚCI W STOSUNU DO KOLEGÓW A JAK TAM KOLE Czytaj całość
avatar
Mirosław Pisarski
8 h temu
Zgłoś do moderacji
7
3
Odpowiedz
Dobrze że pielęgniarze wyprowadzili drewniaka tylko na 15 minut , bo inaczej wracał by na noszach. 
avatar
Jacek NH
9 h temu
Zgłoś do moderacji
19
4
Odpowiedz
Lewandowski trzy podania w meczu. I wszystkie trzy niecelne. Poza tym leżał dwa razy 
avatar
Pogromca treseraklonów
10 h temu
Zgłoś do moderacji
16
2
Odpowiedz
W symbiozie to żyje huba na drewnie. 
avatar
Emer
12 h temu
Zgłoś do moderacji
4
1
Odpowiedz
Styl obronny Atletico jest przestarzały. Griezmann i kilka innych odpadów z lepszych zespołów nie daje rady. 
Zgłoś nielegalne treści