Po wtorkowym awansie do finału Pucharu Króla na rywala czekał Real Madryt. Po pierwszym meczu półfinałowym Barcelony z Atletico Madryt niewiele było wiadomo. Remis 4:4 sprawiał, że w spotkaniu rewanżowym trudno było wskazać faworyta. "Blaugrana" miała jednak w pamięci ostatni mecz ligowy w Madrycie i pewną wygraną 4:2, która zespół Diego Simeone pozbawiła szans zdobycia mistrzostwa Hiszpanii.
Jeśli ktoś liczył na strzeleckie popisy, ten mógł się czuć mocno zawiedziony. Barcelona nie kwapiła się do szybkiego ataku. Natomiast Atletico pod bramką Wojciecha Szczęsnego niewiele było w stanie zdziałać. Stąd też nie może dziwić, że w premierowej odsłonie gospodarze oddali zaledwie jedno niecelne uderzenie.
Więcej szans wykreowali sobie podopieczni Hansiego Flicka. Z ławki obserwował wszystko Robert Lewandowski. Polak mógł tylko westchnąć, kiedy w 12. minucie Lamine Yamal uderzył z dystansu. Piłka w niewielkiej odległości minęła bramkę. Z kolei dziewięć minut później w dobrej sytuacji przestrzelił Jules Kounde.
ZOBACZ WIDEO: Nietypowe urodziny byłego reprezentanta Polski. Zaprezentował niezły okaz
Młody zawodnik w ostatnich meczach nie grał na miarę oczekiwań. W spotkaniu z Atletico pokazał się z bardzo dobrej strony. Tak było w 27. minucie, kiedy Yamal prostopadle zagrał do Ferrana Torresa, a ten w sytuacji sam na sam uderzył obok bramkarza, otwierając wynik gry.
Goście mogli pójść za ciosem. Po dwóch kwadransach pod bramką Juana Musso doszło do dużego zamieszania. Żaden z zawodników "Blaugrany" nie był w stanie oddać strzału finalizującego dobrą akcję. Natomiast przed przerwą Raphinha wpadł w pole karne, lecz strzał z ostrego kąta odbił bramkarz.
Po zmianie stron Atletico w końcu starało się ruszyć do bardziej zdecydowanego natarcia. W 52. minucie powinien być remis. Alexander Sorloth znalazł się w sytuacji sam na sam ze Szczęsnym, ale uderzył w boczną siatkę. W tej sytuacji goście mieli mnóstwo szczęścia.
Barcelona odpowiedziała po trzech minutach. Raphinha nie zdecydował się na podanie do Ferrana Torresa, tylko sam sfinalizował akcję. Strzał z siedmiu metrów Musso sparował na rzut rożny. W 69. minucie goście wrócili z dalekiej podróży. W sytuacji sam na sam do siatki trafił Sorloth. Sędzia momentalnie odgwizdał spalonego i, jak pokazały powtórki, miał rację.
Drużyna Hansiego Flicka skupiała się na rozbijaniu dość chaotycznych ataków Atletico. Pomóc w tym miał Robert Lewandowski, który w 74. minucie pojawił się na boisku. Gospodarze nie byli w stanie zagrozić Wojciechowi Szczęsnemu.
Lider La Ligi dowiózł skromne prowadzenie i zameldował się w finale Pucharu Króla, w którym zmierzy się z Realem Madryt.
Atletico Madryt - FC Barcelona 0:1 (0:1)
0:1 - Ferran Torres 27'
Atletico Madryt: Juan Musso - Marcos Llorente, Cesar Azpilicueta (46' Alexander Sorloth), Jose Maria Gimenez, Robin Le Normand (58' Nahuel Molina), Reinildo Mandava (46' Clement Lenglet) - Giuliano Simeone (46' Javi Galan), Pablo Barrios, Rodrigo De Paul - Julian Alvarez, Antoine Griezmann (81' Rodrigo Riquelme).
FC Barcelona: Wojciech Szczęsny - Jules Kounde, Pau Cubarsi (58' Eric Garcia), Inigo Martinez, Alejandro Balde - Frenkie de Jong, Fermin Lopez (58' Ronald Araujo), Pedri - Raphinha, Lamine Yamal (86' Gerard Martin) - Ferran Torres (74' Robert Lewandowski).
Żółte kartki: Azpilicueta, De Paul, Mandava, Alvarez, Molina (Atletico) oraz de Jong, Balde, Martin (Barcelona).
Sędzia: Jose Luis Munuera Montero.
W pierwszym meczu: 4:4.
Awans: FC Barcelona.
O tym jeszcze nie było artykułu.
Bo nie ma dnia, żeby na portalu sportowe fakty nie było informacji o Robercie Lewandowskim.
Może trzeba napisać jakie Czytaj całość