FC Barcelona już od dłuższego czasu szuka możliwości, aby wzmocnić boki obrony w składzie Hansiego Flicka. Dlatego - jak donosi serwis QueThiJugues - dyrektor sportowy "Dumy Katalonii" bardzo chciał pozyskać Trenta Alexandra-Arnolda. Kilkukrotnie w tym sezonie widział się z agentem piłkarza.
Natomiast działacze Barcelony musieli zmierzyć się z pewnymi przeszkodami, które stawały na drodze do zrealizowania takiego transferu. Po pierwsze: pieniądze na opłacenie zawodnika, który przyszedłby do klubu za darmo, ponieważ kontrakt obrońcy wygasa w czerwcu tego roku. Po drugie: utrzymanie takiego gracza w "Dumie Katalonii" również byłoby drogie, bowiem Anglik zarabia obecnie około 220 tysięcy euro tygodniowo.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie Znakomita atmosfera w kadrze. Tak się bawią Hiszpanie
Dlatego też temat upadł, a od początku tego tygodnia wiele mówi się o prawdopodobnym odejściu Alexandra-Arnolda z Liverpoolu do Realu Madryt. O tym informuje włoski dziennikarz Fabrizio Romano i hiszpańskie media – takie jak "Mundo Deportivo".
Oprócz tego iberyjscy dziennikarze donieśli, jakie wynagrodzenie w Madrycie może dostawać 26-letni prawy obrońca oraz jakie bonusy czekają na Anglika, jeśli faktycznie podpisze kontrakt z "Królewskimi" (więcej TUTAJ).
W tym sezonie Trent Alexander-Arnold zagrał w 39 meczach, zdobył trzy bramki i siedem razy asystował. Niestety na początku marca w meczu Ligi Mistrzów z PSG (0:2 po rzutach karnych) wychowanek "The Reds" doznał kontuzji stawu skokowego, a termin powrotu nie jest znany.