We wtorek AC Milan zremisował na San Siro 1:1 z Feyenoordem Rotterdam w rewanżowym meczu 1/16 Ligi Mistrzów. Holenderska drużyna przed tygodniem wygrała 1:0, więc to ona mogła cieszyć się z awansu.
Kluczowa dla wyniku rywalizacji była sytuacja z 51. minuty. Wtedy w polu karnym Feyenoordu padł Theo Hernandez. Prowadzący to spotkanie Szymon Marciniak słusznie pokazał mu żółtą kartę za próbę wymuszenia faulu. Francuz został już w ten sposób napomniany przed przerwą, musiał więc opuścić boisko. Dodajmy, że w tym momencie Milan prowadził 1:0. Goście wykorzystali grę w przewadze i w 73. minucie doprowadzili do wyrównania.
Włoski dziennikarz Nicolo Schira poinformował w mediach społecznościowych, że działaczy AC Milanu rozwścieczyło nieodpowiedzialne zachowanie Hernandeza. Klub może nawet ukarać go finansowo. A to wszystko w momencie, gdy wciąż niejasna jest jego przyszłość w Milanie.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Sergio Ramos bożyszczem fanów. Szalona radość
"Zarząd AC Milan jest wściekły na Theo Hernandeza za czerwoną kartkę w meczu przeciwko Feyenoordowi. Francuski lewy obrońca może zostać ukarany grzywną. Jego kontrakt wygasa w czerwcu 2026 roku i jak dotąd nie ma porozumienia w sprawie jego przedłużenia. Jeśli to się nie zmieni, może zostać sprzedany w letnim oknie transferowym" - poinformowano.
Dodajmy, że pierwsze głosy z Milanu stawały w obronie Hernandeza. Zlatan Ibrahimović który obecnie jest doradcą władz klubu, przekonywał, że piłkarz nie zasłużył on na drugą żółtą kartkę.
- Nie uważam, że Theo jest symulantem. Arbiter był zbyt surowy. W takich sytuacjach można dać ostrzeżenie. To zmieniło przebieg meczu. Nie jesteśmy źli na Theo, ale na siebie. "Zabiliśmy się". Bierzemy odpowiedzialność i nie szukamy alibi - mówił. Jak widać, inni działacze mają zupełnie odmienne spojrzenie na tę sytuację.