Tomasz Gollob po raz piąty pojawił się w obsadzie turnieju upamiętniającego Łukasza Romanka. Mistrz świata z 2010 roku jeszcze nigdy nie wygrał tego turnieju, który traktuje niezwykle prestiżowo i w końcu chciał stanąć na najwyższym stopniu podium. W sobotę jednak znów się nie udało.
- No niestety taki jest sport i znowu się nie udało - powiedział po turnieju Gollob, który na swoim koncie zgromadził 9 punktów. Lepsi od niego okazali się Szwed Andreas Jonsson z dorobkiem 11 oczek oraz klubowy kolega Niels Kristian Iversen, który zakończył zawody z dorobkiem 10 punktów. - Szkoda, że nie dojechaliśmy do końca zawodów, gdyż spadł deszcz. Decydujące biegi mogłyby być naprawdę znakomite - dodał.
Sam turniej zakończył się po 18. biegach, a klasyfikację stworzono na podstawie pierwszych czterech serii. Właśnie w trakcie osiemnastego wyścigu mocno się rozpadało i tor niestety nie nadawał się do dalszej jazdy, o czym przekonuje właśnie Gollob.
- Szkoda, że turniej zakończył się w taki sposób, szkoda, że spadł deszcz - przyznał. - Niestety tor mocno namókł i nie nadawał się do jazdy. Trzeba się szanować, trzeba szanować swoje kości. Pamiętajmy, że niemal każdy z nas ma w niedzielę swój mecz ligowy i nikt nie chce, żeby komukolwiek coś się stało.
Doświadczony zawodnik Stali Gorzów w niedzielę swój mecz odjedzie w Częstochowie, gdzie czeka go rywalizacja z Dospel Włókniarzem Częstochowa. Jak jednak zapowiada, do Rybnika ponownie wróci na turniej pamięci Łukasza Romanka i ma nadzieję, że może w końcu uda mu się wygrać...
- Powiedziałem, że zawsze będę na tym turnieju i zdania nie zmienię. Za rok również przyjadę i zapewne przyjadę z chęcią wygrania. Czy się uda? Czas pokaże, bo tak jak powiedziałem, to jest sport - zakończył.
Tomasz Gollob w turnieju pamięci wychowanka rybnickiego klubu wystąpił pięciokrotnie. Trzy edycje zakończył tuż za podium, czyli na czwartym miejscu. W 2010 roku był najwyżej, bo na drugim miejscu, tuż za plecami Nicki Pedersena. Czy zatem za rok uda się skompletować wszystkie miejsca na podium i wdrapać się na sam szczyt?