Giba o kulisach mistrzostw świata we Włoszech. "Kibice krzyczeli, że to błazenada"

Newspix / Sebastian Borowski / Na zdjęciu: Giba
Newspix / Sebastian Borowski / Na zdjęciu: Giba

Spotkania pomiędzy Brazylijczykami a Włochami zawsze zapowiadają się interesująco. Szczególnie w pamięci kibicom mogły utknąć potyczki (nie tylko boiskowe) tych ekip podczas mistrzostw rozgrywanych sześć lat temu.

Mecz Brazylia - Włochy zainauguruje Final Six Ligi Światowej 2016 w Krakowie. Rywalizacja między tymi drużynami zawsze wzbudzała ogromne emocje. Tak było chociażby podczas mistrzostw świata we Włoszech w 2010 r., w których triumfowali Canarinhos. W drodze po złoto odpuścili jednak mecz z Bułgarią, by ułatwić sobie ścieżkę do finału. Ich zachowanie spotkało się ze wściekłością włoskich kibiców i innych zespołów, o czym w swojej autobiografii "W punkt" pisze brazylijski siatkarz, Giba.

Fragment książki "Giba. W punkt. Autobiografia" poświęcony mistrzostwom świata we Włoszech:

Następnego dnia zjadłem śniadanie i udałem się do pokoju. Niedługo potem odwiedził mnie kapitan Bułgarów Władimir Nikołow. Oczywiście wiedziałem, po co do mnie przyszedł. Rozmawialiśmy szczerze. Obie strony przedstawiły swój punkt widzenia i powiedziały jasno, co zrobią w trakcie meczu. Karty i strategie zostały wyłożone na stół.

Przyjechaliśmy do hali i już przed wejściem na parkiet wiedzieliśmy, że Bułgaria zrobi wszystko, żeby przegrać mecz, ponieważ nawet nie wystawili rozgrywającego Andreja Żekowa ani libero Teodora Sałparowa. Matej Kazijski, ich główny atakujący, był rezerwowym, podobnie jak Nikołow. My wyszliśmy z Theo, rezerwowym atakującym, jako podstawowym rozgrywającym. Ja i Sidão, którzy graliśmy niewiele, znaleźliśmy się w pierwszym składzie. Nadszedł czas, by zgrać drużynę, żeby wszyscy byli w najwyższej formie, kiedy będzie to potrzebne. Vissotto, Dante i Mário Júnior, dotąd podstawowi zawodnicy, zostali w składzie. A więc jedyną radykalną zmianą było wejście Theo. Murilo miał skurcze łydki i odpoczywał. Przegraliśmy mecz 0:3. Włoscy kibice nas wygwizdali i krzyczeli: "To błazenada!".

[b]ZOBACZ WIDEO Stephane Antiga: wszyscy są zdrowi i w formie [b] (źródło TVP)

{"id":"","title":""}

[/b][/b]

Bolało mnie, że musiałem tego wszystkiego wysłuchiwać od tamtejszej widowni, ponieważ mieszkałem w tym kraju przez sześć lat. Po zejściu z parkietu jako kapitan musiałem porozmawiać z dziennikarzami. Kiedy mówiłem, dostrzegłem, że przy kasie ludzie domagali się zwrotu pieniędzy za bilety. To mną wstrząsnęło. Po tylu latach spędzonych we Włoszech wiedziałem, z jaką pasją traktuje się tutaj siatkówkę.

Wybraliśmy drogę, dzięki której mieliśmy pozostać w turnieju, ale w następnej fazie prawie nic nam się nie udawało. Teoretycznie mecz z Czechami powinien być spokojny. Powinien, ale rywale bardzo utrudniali nam grę. Weszli niczym strzelcy wyborowi i prawdziwie skomplikowali nam życie. Wygraliśmy 3:2 i przeżyliśmy. Dwa dni później pokonaliśmy 3:0 Niemców i awansowaliśmy do półfinału.

Nadszedł czas, by stawić czoło Włochom w "meczu sprawiedliwości", jak go potem nazwano. Podczas całych mistrzostw gospodarze często robili, co w ich mocy, żeby utrudnić nam osiągnięcie wysokiej formy. Zakazywano Brazylii trenować w najlepszych ośrodkach. Podawano nam inne jedzenie niż pozostałym reprezentacjom. Włoska prasa nas atakowała. A Alessandro Fei, jeden z najbardziej doświadczonych włoskich zawodników, opowiadał, że Brazylia "bez Ricardinha i Gustava nie jest już tą samą drużyną". Nie była. Ale i tak pokonaliśmy ich 3:1 w obecności ponad 12 tysięcy kibiców w Rzymie, w meczu pełnym starć i prowokacji.

Źródło artykułu: