W ostatnim czasie Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny spisują się doskonale w barwach FC Barcelony. Na czołówkach gazet znajduje się przede wszystkim kapitan reprezentacji Polski, który w minionych pięciu meczach zdobył taką samą liczbę bramek.
- Wiele mówiło się, że to nie jest ten sam Robert i z uwagi na jego wiek brakuje mu dawnej intensywności, bardziej doskwiera mu zmęczenie. Pewnie sporo w tym prawdy. Mimo tego Robert wciąż rozgrywa fantastyczne mecze, pozostaje liderem klasyfikacji króla strzelców ligi i cieszy nasze oczy znakomitą formą, co jest godne podziwu - mówi WP SportoweFakty Cezary Wilk, były piłkarz Realu Saragossa.
Lewandowski wiecznie młody. "Czapki z głów"
Jeszcze kilka tygodni temu mogło się wydać, że Kylian Mbappe lada chwila wyprzedzi "Lewego" w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców La Liga. Tymczasem nasz reprezentant udowodnił, że w tym sezonie regularnie jest w stanie wznosić się na wyżyny swoich możliwości i wciąż pozostaje bliżej Trofeo Pichichi od Francuza.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Aż miło popatrzeć. Takie gole nie padają często!
- Nie widzę powodu, by obawiać się o ewentualny kryzys Roberta. Analizując boiskowe wydarzenia na przykładzie tego sezonu, nic nie wskazuje, by takowy miał nastąpić. Oczywiście piłka bywa bardziej skomplikowana, ale jestem spokojny. Nie doszukujmy się na siłę problemów i nie twórzmy obaw. Robert jest w grze o wszystkie trofea, zarówno drużynowe, jak i indywidualne - podkreśla Wilk.
Polski napastnik ma na koncie 25 trafień w La Liga, a ścigająca go gwiazda Realu Madryt 22. - To niesamowita sytuacja. Z jednej strony mamy najlepszego piłkarza na świecie albo pretendenta do tego tytułu - Kyliana Mbappe - bohatera najgłośniejszego transferu ostatnich lat. Warto podkreślić, że piłkarz Realu rozgrywa znakomity sezon i jest na dobrej drodze, by zapisać się na kartach historii, jako najskuteczniejszy piłkarz w debiutanckim sezonie dla tego klubu w całej historii - zapewnia nasz rozmówca.
- Z kolei po drugiej stronie jest Robert, z przekąsem określany przez niektórych mianem emeryta. Jak widać niesłusznie. Czapki z głów - dodaje po chwili ekspert La Liga.
Szczęsny powinien zostać? Ekspert apeluje
Wiele powodów do radości ma także Szczęsny. Z nim w składzie FC Barcelona nie przegrała ani jednego z 18 rozegranych meczów. Warto nadmienić, że Polak wywalczył miejsce w podstawowym składzie "Dumy Katalonii" po serii dwóch porażek z rzędu.
- Spisuje się znakomicie i trudno dodać coś więcej. Hiszpańskie media podkreślają, że teoretycznie mógłby zostać wycofany z kadry na Ligę Mistrzów i zostać zastąpiony Markiem-Andre ter Stegenem. Niemniej nic na to nie wskazuje. Szczęsny udowodnił, że jest bramkarzem klasy światowej i wniósł wiele do zespołu - przyznaje były piłkarz Deportivo La Coruna.
Swoje typy znajdziesz w Panelu Kibica
To właśnie kontuzja Niemca sprawiła, że Blaugrana postarał się, by Szczęsny błyskawicznie zakończył emeryturę. Były golkiper Borussii M'gladbach jednak wraca do pełni sprawności. W rozmowie z "Bildem" przyznał, że zależy mu, by na dobre wrócić do gry jeszcze w tym sezonie (więcej -> TUTAJ).
- Jego rywalizacja o miejsce w podstawowym składzie byłaby elektryzująca dla kibiców. Z drugiej strony traktowałbym takie deklaracje z przymrużeniem oka. To, że Niemiec chce wrócić możliwie najszybciej, jest dla mnie oczywiste. Zdrowy rozsądek jednak często weryfikuje ambicje. Nie zdziwiłbym się, jeśli rekonwalescencja ter Stegena miałaby potrwać jeszcze dobrych kilka miesięcy - tłumaczy Wilk.
Nasuwa się pytanie, czy Szczęsny powinien przedłużyć umowę z dotychczasowym klubem lub odejść z zawodowej piłki jako niepokonany.
- To zależy od wielu czynników, o których zapominamy. Najważniejsze, jak podchodzi do tego sam zawodnik i czego oczekuje jego rodzina. Piłkarze powinni dbać przede wszystkim o życie prywatne, sami decydują, co jest dla nich najlepsze. Nie wiadomo czy FC Barcelonę będzie stać, żeby płacić Szczęsnemu i ter Stegenowi. Jest zbyt wiele niewiadomych. Na razie powinniśmy się cieszyć, że dwóch polskich piłkarzy stanowi o sile tak wielkiego klubu. Taka sytuacja może się prędko nie powtórzyć - podkreśla ekspert.
Potrójna korona? To nie jest nierealne
FC Barcelona rozgrywa znakomity sezon. Podopieczni Flicka wciąż pozostają w grze o potrójną koronę. W rozgrywkach ligowych mają trzy punkty przewagi nad Realem Madryt, z kolei w ćwierćfinale Ligi Mistrzów zmierzą się z przeciętnie grającą w lidze niemieckiej Borussią Dortmund.
Już w środę Blaugrana stanie przed szansą awansu do finału Pucharu Króla, w którym wówczas zmierzy się z Realem Madryt. W pierwszym meczu w Katalonii padł remis 4:4.
- Potrójna korona jest w zasięgu FC Barcelony. Gdybyśmy zapytali dziesięciu obiektywnych kibiców o jej potencjalny triumf w Lidze Mistrzów, pewnie dziewięciu wskazałoby Katalończyków jako głównych faworytów do wzniesienia pucharu na koniec rozgrywek. Niemniej trudno będzie zgarnąć pełną pulę i zdobyć wszystkie trzy trofea. Piłka jest taka, że prędzej czy później przychodzi gorszy mecz i sukces wymyka się z rąk. Bez wątpienia zespół Flicka gra na dziś najlepszą piłkę i to pozwala mieć jego kibicom nadzieję na wielki sezon - podsumowuje Cezary Wilk.
W środę rewanż półfinału Puchar Króla Atletico Madryt - FC Barcelona. Relacja NA ŻYWO w WP SportoweFakty, transmisja w TVP 1 i TVP Sport.
Bogumił Burczyk, dziennikarz WP SportoweFakty