Ruch Chorzów został zmiażdżony przez Legię Warszawa meczu półfinałowym Pucharu Polski. "Niebiescy" przegrali ze stołecznym zespołem aż 0:5 i byli jedynie tłem.
- Jak mogę się czuć po takim meczu? Wstyd. Drugi raz jest tu piłkarskie święto, duża liczba kibiców, a my ponownie nie dajemy rady. Nie wiem z czego to się bierze. Na treningach naprawdę wyglądamy dobrze, a później nie potrafimy tego przełożyć na mecz. Mam wrażenie, że po straconych bramkach mentalnie jest coś z nami nie tak, a te bramki tracimy bardzo szybko. Musimy dokonać jakiegoś wstrząsu, bo tak dalej po prostu być nie może - grzmiał Szymon Szymański przed kamerą TVP Sport.
Legia była zdecydowanym faworytem tego spotkania, ale chyba nikt nie spodziewał się aż takiej deklasacji. Mimo wszystko goście okazali się poza zasięgiem Ruchu.
- Legia jest topowym klubem w Polsce. Wiedzieliśmy, że będą prowadzić grę, natomiast my mieliśmy swój plan. Musieliśmy go jednak zmienić po bramce straconej w 5. minucie. Zareagowaliśmy nieźle, mieliśmy swoje sytuacje, ale brakuje dostawienia nogi, celności, szczęścia. Musimy coś radykalnie zmienić i będziemy walczyć dalej - komentował Szymański.
Teraz, cytując klasyka, Ruch może skupić się na lidze. A tam również nie jest zbyt kolorowo. Chorzowianie nie wygrali jeszcze w Betclic I lidze w 2025 roku i obecnie są nawet poza strefą barażową.
- Nie poddamy się. Trzeba to wziąć na klatę. Gramy w wielkim klubie i albo weźmiemy to na klatę albo po prostu nas nie będzie - podsumował Szymański.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Aż miło popatrzeć. Takie gole nie padają często!