W czwartek, w przeciwieństwie do wtorkowego meczu, to sopocianie lepiej rozpoczęli pojedynek. Zagrali z dużą agresją, zaangażowaniem i determinacją. Trener Darius Maskoliunas zamieszał nieco w pierwszej piątce, a te zmiany przyniosły pozytywny skutek. Milan Majstorović oraz Sarunas Vasiliauskas wykonali kawał niezłej pracy. Sopocianie rozpoczęli od 9:0, ale z upływem czasu gra zaczęła się wyrównywać. Do przerwy Stelmet prowadził już 35:30.
[ad=rectangle]
- Szybko wróciliśmy do gry, ale kosztowało nas to trochę sił. Zyskaliśmy przewagę przed przerwą. Później dobrze graliśmy do momentu przewinienia Dragicevicia, które okazało się kluczowym wydarzeniem w tym spotkaniu - podkreśla Przemysław Zamojski.
Zielonogórzanie przespali czwartą kwartę, którą ostatecznie przegrali 8:24! - Mecz nie ułożył się po naszej myśli. Przez trzy kwarty cały czas byliśmy w grze, ale ostatnią odsłonę bardzo słabo rozpoczęliśmy i to zadecydowało o naszej porażce. Trefl rzucił nam około 8-10 punktów bez odpowiedzi. Zyskali przewagę i ciężko było grać. Staraliśmy się gonić, ale to się nie udało - zaznacza reprezentant Polski, który dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat postawy swojego zespołu w tej ostatniej odsłonie meczu.
- Nie było energii, widziałem, że nawet niektórzy zawodnicy chodzili po boisku. Jeżeli chodzisz po boisku w półfinale mistrzostw Polski to nie wygrasz mecz. Można sobie od razu o tym otwarcie powiedzieć - ocenia Zamojski.
W niedzielę w Zielonej Górze mecz o wszystko. Wygrany przejdzie do finału, przegrany zagra o brązowy medal z Rosą Radom.
[b]Jesteśmy na Facebooku. Dołącz do nas!
[/b]